„Żuławski. Szaman” – fragment książki

Dziennikarka Aleksandra Szarłat przenika za zasłonę mitu, również tego, który jej bohater budował na własny użytek. Żuławski tak jak formułował sądy, tak też żył – według własnych zasad. Nic więc dziwnego, że przypięto mu łatkę skandalisty. Gdy autorka wyjawiała, że zamierza napisać jego biografię, rozmówcy reagowali zdumieniem: „Ależ to niemożliwe, ponieważ on się składał z samych sprzeczności”. Andrzej Żuławski hipnotyzował ludzi. Miał niesłychaną umiejętność ich uwodzenia i odkrywania słabości. Ta wiedza w jego rękach stawała się bronią, którą potrafił bezwzględnie ugodzić. Jednocześnie potrafił być wspaniałomyślny i uroczy. O dobrych i złych stronach jego charakteru mówią bohaterowie tej książki. Wszyscy zgadzają się co do jednego: był człowiekiem fascynującym. On sam mawiał, że każdy jego film to jedno dodatkowe życie. Ale życie Żuławskiego jest ciekawsze niż wszystkie te filmy razem wzięte.

***

Dlaczego nie Ameryka?

Żuławski jest zniesmaczony hollywoodzkimi realiami. Odbiera ten świat jako niemoralny, skażony alkoholem i sprzedajnym seksem, przesycony cynizmem, brudny. „Seks i mord były tu podwaliną i lewarem”, a węzłem je łączącym jest „analność, odchody i pieniądze” oceni we W oczach tygrysa. Eleganckie wille z basenami, niekończące się bankiety ukrywają intelektualną mizerię uczestników tego odrealnionego spektaklu „w pogoni za sławą i pieniędzmi”.

Krakowski: – Wrócił do Europy, ponieważ zrozumiał, że najlepszą drogą do światowej kariery jest zrobienie jej we własnym kraju. Potem przyjdą zaproszenia ze świata. I nie trzeba się w Stanach poniżać, robić byle czego. Był taktykiem i dobrze to sobie wymyślił. W Stanach nie udawał nikogo, kim nie był. Miał taką osobowość, że jak go hołubiłeś, chwaliłeś, uważał, że mu się to należy. Nie był skromny, przeciwnie – był rozpuszczony jak dziadowski bicz. Nie miał problemu z porównywaniem się z najlepszymi. Zawsze skoncentrowany na sobie, lubił, żeby wszystko szło w jego stronę.

Jest wciąż pięknym, czarującym mężczyzną. Ludzie – a zwłaszcza kobiety – do niego lgną, gotowi na wszystko, jakby zakładając, że zewnętrzne piękno przekłada się na duchowość. On doskonale wie, że nie zawsze; w młodości fascynowała go powieść Portret Doriana Greya. Z hollywoodzkim światem wybitnie mu nie po drodze, różni go przede wszystkim pojmowanie kina – dla Andrzeja jest ono wciąż sztuką, w jakimś stopniu oddającą rzeczywistość formą wyrazu myśli i emocji; dla hollywoodzkich producentów kino to po prostu przemysł – im jest bardziej odległe od życia, tym większy może przynieść zysk.

„Dzisiaj czasami myślę, że byłem wówczas bardzo młody i nie potrafiłem pójść na kompromis, kosztem sprzedania siebie. Zamiast bardzo dużych pieniędzy pozostała mi satysfakcja moralna, że zawsze wbrew wszystkiemu robię to, co chcę, co jest niewątpliwie w dzisiejszych czasach luksusem” [1] – powie w połowie lat dziewięćdziesiątych.

Gdy jako siedemdziesięciolatek któregoś dnia obudzi się o świcie, wrócą amerykańskie mity. Zapisze w Nocniku: „Nad ranem rozpamiętywałem, jak to w Hollywoodzie odepchnąłem, zlekceważyłem, hardo czy małomyślnie okazję zrobienia chujowych (trzeba przyznać) filmów, jak to wolałem (bez opamiętania czytać Junga (C.G.) tom za tomem, szczęśliwy, udając tylko, że mnie interesują scenariusze, z których coś miałbym. A w które nie zaglądałem wcale, nigdy” [2].

Pewnego wieczoru 1978 roku Barbara z Christianem idą w Nowym Jorku na kolację ze znanym francuskim bankierem Jeanem Reyre (rocznik 1899) i jego młodą żoną Marie-Laure. Bankier niespodziewanie oświadcza, że żona pragnie zostać producentką i nawet już wybrała film, którym zamierza się zająć – Lewis et Irène na podstawie powieści Paula Moranda. A z jakim reżyserem, dopytują znajomi, na co ona: „Myślę o Żuławskim, bo podobało mi się Najważniejsze to kochać, ale nie wiem, jak do niego dotrzeć, ponieważ jest za żelazną kurtyną”. Christian się zaśmiał: „Jego żona siedzi naprzeciwko ciebie”. Żona, bo Barbara i Andrzej wciąż nie mają rozwodu.

Marie-Laure nawiązuje kontakt z Żuławskim, ale reżyser ani myśli zajmować się ekranizacją cudzej powieści. Ma własny scenariusz, który należy obecnie do Paramountu. Dodatkowo przemawia za nim obiecany milion dolarów na produkcję.

Piękna Marie-Laure Reyre będzie kolejną ważną kobietą w życiu Żuławskiego.

Tymczasem Andrzeja w Warszawie czeka niespodzianka – Hania spodziewa się dziecka. Podczas gdy on pojedzie do Paryża dopinać organizacyjnie sprawy związane z filmem, ona zostanie w Warszawie kończyć studia. Ale przecież Paryż nie leży na antypodach.

źródło materiały prasowe

1