„Piłsudski” – recenzja

„Piłsudski” to więcej niż edukacyjne kino dla grup szkolnych czy historyczna opowieść o latach poprzedzających odzyskanie przez Polskę niepodległości. To piękny film z charakterystycznymi postaciami, w których płynie krew. To nakręcony z dbałością o szczegóły, a przede wszystkim z pasją, obraz Marszałka – charyzmatycznego przywódcy, troskliwego ojca, przyjaciela, namiętnego kochanka, żarliwego polityka. Reżyser Rosa nie dał widzowi kolejnej lekcji historii. On jakby cofnął się w czasie i kamerą sportretował Piłsudskiego. Zaczął od pobytu i ucieczki ze szpitala psychiatrycznego w Peterersburgu. Kolejno pokazał relację Ziuka z żoną, więź z pasierbicą, kontakty z oddanymi mu przyjaciółmi, sposób postępowania z tymi, którzy przeciwni byli jego woli. Reżyser nie wystawił Piłsudskiemu kolejnego pomnika. Wręcz przeciwnie – zdjął go z piedestału. Pokazał nie bohatera narodowego, ale mężczyznę, którym rządzą buta, przekonania, ideologia, upór, honor, którego dotykają wątpliwości, zajmuje troska o najbliższych i ponoszą namiętności. Piłsudski potrafi płakać, śmiać się w głos, cedzić słowa przez zęby, namiętnie się kochać i z podobną żądżą urządzać awantury. Marszałek w filmie Rosy nigdy nie jest obojętny, może mieć wewnętrzne wątpliwości lub tracić wiarę, ale zawsze jest w tych emocjach całym sobą.

Odtwórca tytułowej roli – Borys Szyc – więcej niż gra. Na czas 108 minut jest Marszałkiem. Hardym, krnąbrnym, nieposłusznym, czułym, namiętnym, zaniepokojonym, zawziętym. Aktor wszedł w skórę Piłsudskiego. Bez cienia sztuczności, bez rysy niepewności odkurzył postać Marszałka i pokazał go na nowo. Szyc dał wyraz swojemu talentowi, wrażliwości i sercu z jakim pracuje, pokazując przy tym wachlarz aktorskich umiejętności. Na przekór niedowiarkom i wszystkim tym, którzy jego angaż do tej roli uważali za chybiony, udowodnił swoją aktorską wartość przed kamerą. Dojrzały, ale nie pozbawiony radości z życia, pewny siebie, ale nie pyszny, znający swoje atuty, ale uważny na innych. Szyc w „Piłsudskim” króluje, ale robi to w tak wyjątkowy sposób, że inni przy nim, nie tracąc, zyskują.

Piękne i wyraziste kreacje stworzyły na ekranie Maria Dębska i Magdalena Boczarska. Pierwsza w roli kochanki, a później matki dziecka Piłsudskiego, jest pociągająca, świdruje hipnotyzującym wzrokiem, jest pewna siebie, odważna i zakochana. Młoda i utalentowana aktorka, świadoma swej zmysłowości, profesjonalizmu i misterności, zagrała tę rolę nienachalnie, naturalnie, z gracją i wdziękiem. Dębska na ekranie jest magnetyzująca. Wierzymy jej, że kocha Piłsudskiego, widzimy, że go pożąda, czujemy, że chce być tą jedyną. Magdalena Boczarska niezwykle wiarygodnie zagrała oddaną, wierną, dumną, targaną bólem, nieustępliwą, twardą żonę Piłsudskiego. Aktorka, w zależności od sytuacji swojej bohaterki, przybrała wiele twarzy, z których każda była głęboka, szczera, prawdziwa.

Chociaż kobiety w życiu Marszałka zajmowały szczególną przestrzeń, w głównej mierze otoczony był on swoimi współpracownikami, przyjaciółmi, towarzyszami politycznymi. To z nimi uciekł ze szpitala psychiatrycznego, przygotowywał plan walki z zaborcami, dyskutował, kłócił się, ukajał nerwy w szklance wódki, jeździł konno, stworzył formację wojska polskiego. Szycowi na ekranie towarzyszą Jan Marczewski, Józef Pawłowski, Tomasz Schuchardt i Marcin Hycnar. Aktorzy, bez przeszarżowania, świetnie odwzorowali stosunki Marszałka z Walerym Sławkiem, Aleksandrem Sulkiewiczem, Aleksandrem Prystorem i Witoldem Jodko-Narkiewiczem. Pomimo przyjacielskich relacji, mieli do niego szacunek, był dla nich autorytetem, liczyli się z jego zdaniem.

W tym pięknym filmie, gdzie każdy niemal kadr zachwyca, poza doskonałą grą aktorską, podziwiać można scenografię, z dbałością odwzorowane wnętrza, stroje, fryzury. Muzyka stanowi doskonałe tło dla poszczególnych scen, buduje ich nastrój, powoduje napięcie, gra razem z aktorami. „Piłsudski” to pozbawione dynamicznej akcji, ale ważne kino. To portret Marszałka, nakręcony nie po to, by któraś z opcji i politycznych stron, mogła go sobie przywłaszczyć. To opowieść o człowieku, który z pasją i zaangażowaniem szedł przez życie. A bez Borysa Szyca… to byłby już inny „Piłsudski”.

autor Ola Grądzka
zdjęcia kadry z filmu

1

Reżyser głośnego „Ikara” napisał powieść o genialnym jazzmanie

Bartosz Kruhlik: Robiąc filmy, czerpię z życia garściami