Kontynuacja głośnego „Tatuażysty z Auschwitz” – znów wzbudzi kontrowersje?

Po sukcesie „Tatuażysty z Auschwitz” pochodząca z Nowej Zelandii pisarka Heather Morris kontynuuje opowieść. W powieści „Cilka’s Journey” (ang. „Podróż Cilki”) czytelnik śledzić będzie losy Cilki Klein, którą tytułowy „tatuażysta” uznał za „najodważniejszą osobę” jaką poznał. Pisarka tłumaczyła, że po opublikowaniu „Tatuażysty” dostawała listy od czytelników z pytaniami o dalsze losy bohaterki. „Ja też chciałam dowiedzieć się więcej o tej niezwykłej młodej kobiecie. Zdecydowałam się więc uhonorować Cilkę, wykorzystując jej życie jako inspirację dla tej powieści” – tłumaczyła. „Tatuażysta” to jej pierwsza książka.

Cilka przeżyła Auschwitz, jednak została wywieziona na Syberię, pod zarzutem kolaborowania z wrogiem. W gułagu kobieta dogląda chorych, opiekuje się towarzyszami niedoli, znów mierzy się ze śmiercią. Książkę skrytykował George Kovach, pasierb Cilki. W liście do amerykańskiego wydawcy zarzucił autorce, że kreśli niesprawiedliwy i nieprawdziwy portret kobiety. Za najbardziej oburzające uznał przedstawienie Cilki jako kochanki, a także sugestia, że kobieta wykradała leki ze szpitala – przypomina brytyjski „Guardian”. Jak dodał Kovach, początkowo przystał na współpracę przy książce, jednak po zapoznaniu się z jej treścią, uznał, że nie chce mieć z projektem nic wspólnego. „Chciałbym, by wydawcy przyznali, że ta książka to w 99 proc. fikcja i przeprosili za potraktowanie mojej macochy” – powiedział Kovach. Brytyjski wydawca Morris broni się przed zarzutami, podkreślając, że książka to „powieść, a nie książka historyczna. Powieść jak wiele innych, oparta na wspomnieniach prawdziwych ludzi”.

Swoje uwagi zgłaszało także Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau. Badacze podważyli wiele z podanych w książce informacji: datę przyjazdu bohatera do obozu, trasę pociągu, realiów Auschwitz, opisanych na stronach „Tatuażysty”, a nawet numeru obozowego, który otrzymała bohaterka powieści. Największe kontrowersje wzbudziło przedstawienie kobiety jako niewolnicy seksualnej kierownika obozu. Jak ocenili badacze, „możliwość utrzymania tak długiego związku nie istniała”. – Problem polega na tym, że dla wielu ludzi to, co jest napisane i opublikowane, w dodatku opatrzone komentarzem „oparte na faktach”, przyjmowane jest za fakt. W całości. Choć mamy jeszcze kontakt ze świadkami i wiedza o Auschwitz jest elementem naszego kapitału kulturowego, w Australii historia ta jest odległa i taka książka, traktowana może być jako jedno z podstawowych źródeł wiedzy na temat Holocaustu. Nie chodzi o wiedzę szkolną, przekazywaną instytucjonalnie, tylko o takiej wiedzy, która kształtuje się w społeczeństwie na podstawie rozmaitych przekazów. Popkultura jest jednym z takich źródeł wiedzy. Ta książka zawiera wiele przekłamań i fragmentów zwyczajnie nieprawdziwych – mówi Onetowi dr Wanda Witek-Malicka z Centrum Badań Muzeum, autorka krytycznego badania „Tatuażysty”. Jak zaznacza, „jednym z najważniejszych punktów krytyki jest opis autobusu, służącego jako komora gazowa. Ta scena jest zupełnie absurdalna. Czegoś takiego po prostu nie było. Natomiast czytelnik ma prawo nie mieć narzędzi merytorycznych, by samodzielnie to zweryfikować. Jako instytucja, czujemy się w obowiązku, by wskazać te fragmenty, które są dalekie od faktów”.

„Tatuażysta z Auschwitz” to opowieść o słowackim Żydzie, który tatuował numery seryjne na ramionach więźniów, niewysłanych do komory gazowej. „Ten człowiek, tatuażysta z okrytego najgorszą sławą obozu koncentracyjnego, utrzymywał swój sekret, żyjąc w błędnym przekonaniu, że ma coś do ukrycia” – mówiła Morris w rozmowie z BBC. Pisarka przez trzy lata nagrywała historię mężczyzny. Podczas jednej z sesji poznał młodą dziewczynę. Dowiedział się, że ma na imię Gita – przebywała w obozie kobiecym w Birkenau. Sokołow zaczął się nią opiekować, podkradł dla niej dodatkowe racje żywnościowe, załatwił jej lepszą pracę. Ludwig „Lale” Eisenberg, syn słowackich Żydów obawiał się, że będzie postrzegany jako nazistowski kolaborant. Utrzymanie tajemnicy miało chronić jego rodzinę. Dopiero po śmierci żony Gity ujawnił mroczną historię swojego życia i niezwykle głębokiej miłości.

– Nie chodzi o wiedzę na temat dat i nazwisk, ale świadomości tego, czym był obóz i jak wyglądała w nim codzienność. Kiedy wzięłam do ręki książkę pani Morris, już po krótkim czasie poczułam, że coś tu nie gra. Weryfikowanie konkretnych faktów to praca w archiwum, z dokumentacją obozową – dodaje Witek-Malicka. – Nie wiem czemu pani Morris w udzielonym niedawno wywiadzie, uznała, że Muzeum skupia się na „ogólnej” historii Holocaustu, a nie na jednostkowych opowieściach, historiach konkretnych osób. Od kilku lat opowiada się o Zagładzie właśnie poprzez historie konkretnych ludzi, które stanowią punkt wyjścia do opisu szerszych zjawisk. Robi to nie tylko nasza instytucja, ale to ogólny kierunek w nauczaniu – zauważa. – Nie zarzucam pani Morris złej woli, wierzę w to, że w konfrontacji z historią miała jak najlepsze chęci przekazania jej dalej, zrobienia czegoś dobrego, nauczania. Zabrakło jej kompetencji badawczych, warsztatu historyka, który pracuje na archiwach i rozumie, jakie niebezpieczeństwa przed nim stoją – tłumaczy.

Książka Morris okazała się jednym z największych przebojów literackich 2018 r. Tylko w Polsce sprzedano ponad sto tysięcy egzemplarzy powieści.

źródło Onet
zdjęcia okładka książki

1

Reżyser głośnego „Ikara” napisał powieść o genialnym jazzmanie

Bartosz Kruhlik: Robiąc filmy, czerpię z życia garściami