Karolina Bruchnicka: Mam apetyt na więcej

Lubisz marzyć?

Oczywiście, od zawsze. Uważam, że wszystkie marzenia są do spełnienia. Ponadto, mam wrażenie, że pewne zdarzenia przyciągam myślami. Ostatnio przestraszyłam się, czy nie mam jakichś mocy w tym zakresie. Oczywiście, wolałabym nie (śmiech). Wolę pozostać w tym, co rzeczywiste. Zresztą kiedy marzę, nie polega to na tym, że coś sobie wymyślę, a następnie siedzę i czekam. Wykonuję dużo pracy nad projektami stworzonymi w głowie i odważnie brnę w to dalej. Marzę nie tylko o sprawach zawodowych.

Lot na Księżyc?

Uwielbiam podróżować. Myślę, że księżyc absolutnie byłby okey. 

A aktorstwo? Wymarzyłaś je, wypracowałaś, a może jedno i drugie?

Aktorstwo było moim zamysłem od bardzo wczesnych lat. Odkąd pamiętam chodziłam na wszystkie kółka, pozaszkolne zajęcia, spędzałam dużo czasu poza domem. W pewnym momencie pomyślałam, że aktorstwo będzie sposobem, by móc robić wszystkie te rzeczy na raz. I faktycznie tak jest. Najbardziej w tej pracy lubię to, że mogę przeżyć kilka żyć i jeszcze zaprosić do tych przestrzeni innych ludzi. Do tego mnie ciągnie. Jestem uzależniona od wrażeń i adrenaliny. A tego chyba nauczył mnie tata. Gdy byłam dzieckiem pokazywał mi wciąż nowe rzeczy, podróżowaliśmy w nasz własny sposób, na własną rękę. Dzięki temu zyskałam otwartość na świat i ludzi. Poza tym uwielbiam gotować. To z kolei zaszczepiła we mnie babcia. Z każdej podróży przywożę przyprawy i sosy. Kiedy gotuję, czaruję. Eksperymentuję. Podążam za smakiem, nie przepisem. 

Lubisz żyć?

Na maksa. Im więcej się dzieje, tym lepiej się czuję i wtedy właśnie odkrywam w sobie nowe pokłady energii.

Pochodzisz z Wałbrzycha. Miasto, w którym się wychowałaś i dorastałaś narzuciło Ci pewne ograniczenia, zamknęło możliwości?

Nigdy nie odczułam żadnych granic związanych z miejscem, w którym żyłam. Zawsze mnie gdzieś nosiło. Poza podróżami, każde święto czy długi weekend w szkole, wykorzystywaliśmy z tatą na wyjazd do teatru do Warszawy. Jedyne czego mi brakowało to castingów. Poza tym, nie mogę narzekać. Nie mam na co. W Wałbrzychu przez 6 lat chodziłam na zajęcia do amatorskiej grupy aktorskiej przy Teatrze Dramatycznym i wiele temu zawdzięczam. Poznałam tam wspaniałych ludzi, którzy do tej pory mnie wspierają. Teraz jestem tam aktorką etatową. Lubię zespół z którym pracuję i cenię dyrekcję. Oni zawsze mają czas i ochotę by rozmawiać. Wszyscy jesteśmy na siebie otwarci, nie czuję, że ktoś jest wyżej. Zawsze mogę liczyć na wsparcie. To cudowne uczucie.

Liczysz się z tym, że czasem ktoś rzuci Ci kłody pod nogi?

Cieszę się tym, co jest tu i teraz. Gdybym martwiła się przyszłością, nie potrafiłabym docenić teraźniejszości. Ale z drugiej strony, ubezpieczam się. Dużo pracuję sama, mam wiele pomysłów „na wypadek gdyby”. Wolę też nie robić czegoś w ogóle, niż robić to na siłę. Oczywiście, najbardziej w świecie chcę być aktorką, ale w przypadku wątpliwości, wolę dać sobie chwilę. Zmierzam zgodnie ze sobą i mam nadzieję, że moje podejście do tego zawodu nie jest zbyt idealistyczne.

Co się w aktorstwie liczy najbardziej?

Być może nie będzie to najpopularniejsza odpowiedź, ale moim zdaniem najbardziej liczą się pokora i praca. Dużo obserwuję i często widzę osoby, które nie mając doświadczenia ani żadnych osiągnięć, roztaczają wokół siebie aurę jako, że wszystko im się należy. Nie lubię cwaniactwa. Cenię pewność siebie, poczucie własnej wartości, umiejętność docenienia swoich dobrych stron i ich eksponowania, ale nie toleruję ludzi niepokornych.

A talent?

Nie zaszkodzi, chociaż wielu rzeczy można się nauczyć.

Aktorstwa również?

Uważam, że tak. 

Danuta Stenka mówi, że aktor wyposażony powinien być we wrodzoną waleczność – czego ona sama o sobie powiedzieć nie może. Ty weszłaś w ten świat z dużą dozą pewności siebie?

Za pierwszym podejściem do szkół aktorskich, tej pewności nie miałam prawie wcale. Bardzo szybko odpadłam w kilku placówkach. Poszłam wtedy do Lart’u-  prywatnego studium w Krakowie. Gdybym nie dostała się za drugim razem, pojechałabym na rok do pracy w Azji. Irytowali mnie ci, którzy sugerowali, że na egzamin powinnam przyjść w krótkiej spódniczce, bo „co nie zagram, to dowyglądam”. Słyszałam dużo tego typu opinii i zrozumiałam w jaki sposób nie chcę w tym zawodzie istnieć. Dzisiaj jestem na maksa waleczna. Tak też było we współpracy z Łukaszem Grzegorzkiem…

Rolę w „Córce trenera” wywalczyłaś?

Oczywiście, że tak. Łukasz, wśród zawodowców, a później również wśród aktorek, szukał dziewczyny, która bardzo dobrze gra w tenisa. Kiedyś grałam, co prawda nie najlepiej, ale mocno mnie ten sport interesował. Zarywałam nocki, by oglądać turnieje. Chciałam być komentatorem, a nawet zrobić kurs na sędziego liniowego. Od dziecka tenis był w moim sercu i to również zasługa taty. 

Kiedy Łukasz się odezwał, wiedziałam, że nie mogę tego wypuścić z rąk. I nie chodziło tylko o debiut aktorski, ale przede wszystkim o pracę z tą konkretną ekipą i temat filmu. Widziałam wcześniej „Kampera” – bardzo mi się podobał. To jest właśnie to, czego w kinie szukam. Łukasz mówi dramaty nad jajecznicą, a mnie chodzi o tę lekkość w opowiadaniu rzeczy ciężkich. Kiedy dowiedziałam się, że mam szansę u niego zagrać, nie było mowy, bym odpuściła.

Zrobiłaś dla tej roli wszystko?

Oczywiście, że tak (śmiech). Nie wydzwaniałam do Łukasza, by dał mi ten angaż, tylko przekonywałam go do siebie. Na pierwszym spotkaniu bardzo dobrze nam się rozmawiało, zdjęcia próbne z Jackiem Braciakiem słyszałam, że też wyszły okey, ale Łukasz bał się czy moje ciało wytrzyma półroczny reżim treningowy zawodowca. Ja z kolei dałam z siebie wszystko, codziennie kursowałam na trasie Łódź- Warszawa. Cieszę się, że mogłam ich pozytywnie zaskoczyć. Pamiętam pierwszy trening ogólnorozwojówki u Łukasza Walczaka. Wynik na poziomie ośmiu punktów miał oznaczać – nienajgorzej, dziesięciu – całkiem niezła forma i powyżej dwunastu – pułap dla zawodowców. Zakładali, że nie uzyskam dziewięciu punktów, ja tymczasem osiągnęłam jedenaście. I to był pierwszy raz, kiedy oni zobaczyli, że być może nie mam warunków sportowca, ale mam za to charakter. Krok po kroku brnęłam do przodu i stopniowo ich do siebie przekonywałam. O tym, że mam tę rolę dowiedziałam się dopiero po dwóch miesiącach pracy.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłaś film?

Trzy miesiące po planie, w domu Łukasza i Natalii. Pamiętam, że kiedy zobaczyłam pierwszą scenę, która ze względu iż film kręciliśmy chronologicznie była faktycznie pierwszą sceną, którą w życiu zagrałam, popłakałam się. 

Pomyślałaś o sobie „jestem dobra”?

Bałam się, że minęło za mało czasu od planu i że nie będę potrafiła obejrzeć całości jako filmu, tylko będę się zastanawiać nad tym, co mogłam zagrać inaczej. Ale dałam się ponieść tej historii, nie patrzyłam technicznie na pojedyncze fragmenty. Pytasz czy pomyślałam, że jestem dobra… Nie mnie to oceniać. Cieszę się, że mogłam wtedy obejrzeć film jako całość. Jestem dumna z tego, co zrobiliśmy.

Co cenisz w aktorstwie najbardziej?

Aktorstwo daje powód i pretekst, by spróbować innego życia. Weszłam już w rolę tenisistki. Kto wie, co mnie jeszcze spotka. Ponadto zawód ten oddziałuje na ludzi. Niezwykle cenne są dla mnie spotkania z widzami, komentarze i opowieści obcych mi osób w odpowiedzi na to, co widzą na ekranie. Ludzie w historii „Córki trenera” odnajdują siebie, swoich bliskich. To najcenniejsze, że fikcja jest w stanie wywołać w widzach prawdziwe emocje. To magia.

Ile wymaga zagranie autentycznej postaci?

Ja zawsze staram się 1:1 odnaleźć w roli i w sytuacji. Najważniejsze jest bycie w niej tu i teraz, wymiana energii z partnerami, a nie kalkulowanie i przygotowanie się jak na maturę z matematyki. 

Doświadczyłaś pewnych wyrzeczeń związanych z zawodem?

Przez pierwsze dwa lata szkoły straciłam dużo znajomych, część z nich się na mnie obraziła. Ale ja tak już mam – kiedy się w coś angażuję, robię to na sto procent. A w tej szkole naprawdę chciałam być.

Poświęciłaś się?

Ja tak nie uważam.

A sukces?

To połączenie pracy i szczęścia. 

Zapisałaś go już na swoim koncie?

Absolutnie nie. Mówiąc językiem „Córki trenera”, jak narazie wygrałam turnieje w Bełchatowie i Radzyminie.

Wciąż przed Tobą?

Mam taką nadzieję.

Boisz się, że Cię zepsuje?

Ufam sobie. Nie sądzę bym zwariowała. Nic nie dzieję się u mnie z przypadku. Wszystko, co do tej pory zrobiłam – wypracowałam, nie raz musiałam coś udowodnić.

„Córka trenera” sukcesem nie jest?

Ten film to spełnienie marzeń, przygoda życia, ale mam apetyt na więcej. Jestem w stanie jeszcze dużo zrobić i zaoferować. 

Czujesz na sobie ciężar, że teraz każda kolejna rola nie może być gorsza od tej, którą już zagrałaś?

Nie nazywam tego ciężarem. To wszystko, co się teraz dzieje bardzo mnie zaskoczyło. Wcześniej nie miałam pojęcia z jakim odbiorem spotka się film, co pomyślą krytycy, dziennikarze, widzowie. Nie miałam niczego do stracenia. Weszłam w tę rolę z czystą białą kartką i działałam. Robiłam swoje. To co się wydarzyło jest miłe, ale wiem, że na to zapracowałam. A presja… staram się nie kierować obawami. Gdybym przy pracy nad „Córką trenera”, skupiała się na lękach, pewnie nie zostałabym w obsadzie. Gdybym się źle nastawiała, nic by z tego nie wyszło. Tą samą metodą kieruję się, patrząc w przyszłość. Skoro wtedy wypaliło, dlaczego teraz miałoby się nie udać?

Ta rola dodała Ci skrzydeł?

Niewątpliwie tak.

Kiedy artysta poczuje się spełniony…

… to jest jego koniec. Ambicje zawsze podparte muszą być pracą. W szkole unikałam „korytarzingu”. Daleko byłam od pokazywania przed kolegami tego, czego nie byłam w stanie wykrzesać z siebie na scenie. 

Jesteś skromna?

Jestem skromna, ale nie fałszywie skromna. Mówię to, w co wierzę. Niczego nigdy nie udaję i nie robię nic pod publikę. Takich zachowań nie toleruję na równi z brakiem pokory.

Istnieją dla Ciebie pewne ograniczenia w tym zawodzie? Jest coś, czego byś nie zagrała?

Chodzi Ci o sceny rozbierane?

Nie tylko…

Jestem otwarta. Potrafię maksymalnie zaufać tym, którzy wiem, że chcą mnie szczerze poznać i ze strony których również czuję otwartość. Nie odsłaniam wszystkich kart od razu. I nie robię tego specjalnie, być może wynika to z nieśmiałości. Kiedy intuicja podpowiada mi, że spotkałam właściwych ludzi, zatracam się wtedy totalnie. Oddaję się. Ostatnio dostałam wiadomość od taty „Jak już zejdziesz na ziemię, zadzwoń”.

Zdarza Ci się fruwać nad ziemią?

W pracy. Kiedy jestem na planie lub na scenie teatru, nie myślę o świecie.

Jesteś otwarta na to, co przyniesie los? Płyniesz z nurtem?

Płynę, ale nie na ślepo. Teraz skupiam się na samorozwoju. Czytam książki, których wcześniej nie udało mi się przeczytać. Nadrabiam tytuły filmowe. Zaczynam naukę języka hiszpańskiego i serbskiego. A to dlatego, że kocham kino hiszpańskie, a Serbią zafascynowałam się w grudniu ubiegłego roku, kiedy uczestniczyliśmy w Festiwalu Teatralnym w Belgradzie. Do tej pory kochałam Bangkok, a Belgrad to jego europejska wersja. Poznałam tam ludzi, którzy już wiele razy odwiedzili mnie w Polsce. Chciałabym w Serbii pomieszkać, popracować… Zajmuję się rzeczami, które wiem, że w przyszłości mi się przydadzą.

Umiesz odpoczywać, nie myśląc o zawodzie?

Dopiero teraz, kiedy po długim czasie mam trochę wolnego, wszystko sobie w głowie poukładałam. Jestem z siebie dumna, bo z własnej woli spoczęłam. Nie wpadłam w dołek. Kiedyś bałam się ciszy i samotności. Dziś cenię ten czas, kiedy mogę posiedzieć sama ze sobą, zebrać myśli… Mam pomysł na nowy projekt i działam. Ale nie zdradzę co to jest. Nie chcę zapeszać, po prostu.

Wierzysz w zabobony?

Nie depczę scenariusza, kiedy spadnie nie ziemię, ale mam chyba kilka innych autorskich przesądów.

Zdarza Ci się prowokować los?

Oczywiście, ale robię to marzeniami i pracą. Nie byłabym w stanie podejść do ukochanego reżysera i powiedzieć mu wprost, że chcę z nim pracować, ale jeśli dostałabym zaproszenie na casting, dałabym z siebie wszystko. Wyzwania i przeciwności losu motywują mnie do działania.

Czerpiesz satysfakcję z tego, że jesteś w stanie coś udowodnić?

Oczywiście. Poza tym, kiedy ktoś nie wyznacza mi celów, robię to sama. 

Kwestia charakteru?

Jestem dość harda, fakt, ale ja się tego w życiu nauczyłam. Miałam momenty, że moja pewność siebie uciekała. Wtedy na przekór niedowiarkom, walczyłam i zawsze dałam radę. 

Kiedy ostatnio byłaś szczęśliwa?

Teraz jestem. Mam dużo siły i energii do działania. Dorosłam.

rozmawiała Ola Grądzka
fotografowała Dominika Woźniak

1 2 3

TVP Info pokaże relację z wręczenia Nobla Oldze Tokarczuk

„Coś jest ze światem nie tak”. Mowa noblowska Olgi Tokarczuk