Janina Ochojska: Ten rak to dla mnie… coś ważnego

W wywiadzie dla Twojego Stylu, Janina Ochojska – działaczka humanitarna, założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej, posłanka do Parlamentu Europejskiego IX kadencji, opowiedziała o chorobie. Rak piersi został u niej zdiagnozowany 5 miesięcy temu, ale nie ma pretensji do losu. Wie, że musi się leczyć i chce dodawać otuchy innym chorym kobietom. Na pytanie dlaczego przez 3 lata nie badała piersi, Ochojska odpowiedziała: „Czasami łudziłam się, że po tylu chorobach i operacjach, które przeszłam, chociaż rak mnie ominie. A nie powinno się tak myśleć, widziałam wśród znajomych jak często się to zdarza. Oczywiście badałam się, ale ostatnio miałam dwie operacje barków, sześć tygodni leżenia, kilka miesięcy rehabilitacji… Wizytę u ginekologa odkładałam, w końcu poszłam. Pani doktor, robiąc mi USG piersi, stwierdziła, że są dwa guzy i węzły chłonne pod pachą są zajęte. Umówiła mnie na mammografię i usłyszałam werdykt: „Pani Janino, to na pewno rak, robimy biopsję.””

Kiedy usłyszała diagnozę, podeszła do tego praktycznie. „Nie miałam gwałtownych uczuć. Kiedyś zdawało mi się, że to jest coś, czego bym nie zniosła, ale zareagowałam zadaniowo: „Aha, trzeba zacząć się leczyć”. Wcześniej podjęłam decyzję o kandydowaniu do Parlamentu Europejskiego i ani przez chwilę nie myślałam, żeby zrezygnować. Zmartwiłam się tylko, że trudno będzie mi pogodzić kampanię wyborczą z leczeniem… (…) Dobrze jest zająć czymś myśli. Byłam tak pochłonięta tym, jak zorganizować dalej pracę w Polskiej Akcji Humanitarnej i jak przeprowadzić kampanię w sposób etyczny i merytoryczny, że czasem dopiero wieczorem, gdy kładłam się do łózka docierało do mnie: „Przecież ja mam raka!”” – wyznała.

Ochojska miała potrzebę, by byli z nią bliscy. O raku, zaraz po diagnozie, poinformowała grono najbliższych przyjaciół, a także swój sztab wyborczy. Zdecydowała się również przekazać tę wiadomość wyborcom, bo ukrywanie choroby mogłoby zostać potraktowane jako nieuczciwość. I chociaż dotarło do niej kilka przykrych reakcji, odzew w większości był pozytywny. „Po tym, jak wiele osób dało mi wsparcie, pomyślałam, że ten rak to dla mnie… coś ważnego. Dzięki temu przeżyciu mogę też pomóc kobietom, bo pierwszym przesłaniem filmiku, który wrzuciłam do sieci, było „badajcie się”. Chcę też powiedzieć: nie bójcie się.”

Okres leczenia składał się z dobrych momentów i okresów kryzysowych. „Po pierwszej chemii miałam taką energię, że Kasia, moja przyjaciółka, pytała: „Co oni ci tam dali?”. Później oczywiście przychodzi kryzys. Po czwartym cyklu chemii byłam tak osłabiona, że myślałam, że nie będę już miała siły odbić się, wrócić do życia. Wykonywanie codziennych czynności, umycie się, pójście do toalety, stało się ponad siły. Byłam wyczerpana, jakbym wykonywała jakiś ogromny wysiłek. Miałam szczęście, że byli przy mnie przyjaciele” – wyznała. „Radzę kobietom, by idąc pierwszy raz do lekarza, który będzie ustalał plam terapii, poszły z kimś bliskim, kto też będzie słuchał, i od razu wszystko zanotowały. Ja dostałam tyle informacji na szybko, bo w kolejce było mnóstwo ludzi, że mnie przytłoczyły. Myślałam, że po czterech chemiach czerwonych będę miała operację, okazało się, że czeka mnie jeszcze 12 chemii białych i to spowodowało załamanie.”

Ochojska przyznała, że w trakcie leczenia nie była traktowana jako VIP. „W tej chorobie wszyscy są tacy sami. (…) Nawet w dobrej klinice onkologicznej, na korytarzu siedzi tłum czekających na chemioterapię. (…) Przychodziłam rano na badanie krwi, czekałam w kolejce, jadłam śniadanie, około 13 dowiadywałam się, jakie są wyniki, ile chemii dostanę. I potem na kozetce przyjmowałam chemię. Kroplówka kapie długo, bo musi być podawana z określoną prędkością, pięć, siedem godzin. A jeszcze czeka się, aż chemia dotrze z apteki, ostatnio trwało to dwie godziny, choć personel medyczny robi, co może” – opisała sytuację.

Na pytanie o to, czy dowiedziała się czegoś o sobie przez ostatnie miesiące, Ochojska odpowiedziała: „zaskoczyło mnie, że wciąż jestem odporna, organizm poradził sobie z leukocytozą, anemią. Miałam w życiu ponad 40 operacji, a odkrywam w sobie pokłady energii i optymizmu. Pani doktor powiedziała, że po trzech tygodniach po chemii stracę włosy, więc po prostu ogoliłam głowę. (…) Postanowiłam nosić chustę, nie perukę, żeby otoczenie wiedziało, że nie potrzebuję ukrywać raka. Ale to jest decyzja, którą trzeba podjąć świadomie. Kobieta ma prawo zdecydować, czy ujawni swoją chorobę” – podsumowała.

Na koniec wywiadu Ochojska wyznała: „Wierze w Opatrzność. Kiedy patrzę wstecz, widzę, że wszystko układa się według jakiegoś planu. Moja droga jest trudna, ale prowadzi mnie dalej. To niepełnosprawność sprawiła, że zrobiłam w życiu coś potrzebnego, pomogłam wielu ludziom. A teraz jeszcze mogę dodać otuchy kobietom chorym na raka. Życie dało mi wielką szansę.

źródło Twój Styl
zdjęcia Agencja Gazeta

1

Reżyser głośnego „Ikara” napisał powieść o genialnym jazzmanie

Bartosz Kruhlik: Robiąc filmy, czerpię z życia garściami