Dr Iliana Ramirez: Czuję, że mam w sobie wszystko, by stale iść do przodu

Święta tuż tuż. Choinkę ubrałaś zgodnie z meksykańską tradycją?

Oczywiście. W Meksyku przygotowania zaczynają się 1 grudnia. Wtedy właśnie ubierana jest choinka, pod którą stoi szopka z Matką Boską, Józefem, zwierzętami i wszystkimi innymi postaciami, które towarzyszyły Maryi, gdy rodziła syna. Będąc wierną rodzimej tradycji, drzewko już przystroiłam.

Gorączka przygotowań do Bożego Narodzenia trwa w sklepach na ulicach, w domach i w kościołach. Na drugim krańcu świata wygląda to podobnie?

W Meksyku czas ten jest bardzo radosny. 16 grudnia rozpoczyna się Posadas, czyli trwająca 9 dni wędrówka „Świętej Rodziny” wraz z towarzyszącymi im mieszkańcami. Ludzie się modlą, śpiewają, palą świeczki i zimne ognie, a ci, którzy inscenizują szopkę, każdej nocy przyjmowani są w jednym z domów. Ta tradycja symbolizuje drogę Maryi z Józefem do Betlejem. 24 grudnia, narodziny Jezusa świętują wszyscy, którzy brali udział w Posadas. Kolację spożywa się późnym wieczorem, a o północy katolicy idą do kościoła.

Od strony duchowej, co jest w tym czasie ważne?

Refleksja dotyczy przede wszystkim więzi rodzinnych. Święta to wspaniała okazja do spotkania z bliskimi i wszystkimi, których się kocha. Z tym, że w Meksyku rodzina to nie tylko mąż, żona, mama i tata. Pod tym pojęciem mieszczą się również dziadkowie, wujostwo, kuzyni. Ponadto, w Boże Narodzenie dla nikogo nie może zabraknąć miejsca.

Dzisiaj, kiedy na co dzień mieszkasz w Polsce, z czym kojarzy Ci się Meksyk?

Pierwsze, co zawsze przychodzi mi do głowy, gdy pomyślę o miejscu, w którym się wychowałam, są miłość, tradycja i rodzina. Przeprowadzka do Polski sprawiła, że zaczęłam idealizować swój kraj. Zostawiłam tam mnóstwo przyjaciół, których kocham, rodziców i rodzinę. To właśnie w Meksyku jest najlepsza kuchnia, najlepsza pogoda no i wspaniali ludzie. Na ulicach czuć bogactwo zapachów, sprzedawane jedzenie, warzywa i owoce nadają miastu niebywałego kontrastu smaków i kolorów. Gdy poczuje się smutna, wspomnienie ojczystego kraju lub przygotowanie ostrego sosu z chili, potrafią wrócić mój nastrój na dobre tory. Przepisem na zmianę humoru zdecydowanie jest pełna pasji meksykańska potrawa. (śmiech) Poza tym w Meksyku panuje radość. Ludzie są przyjaźni, uśmiechają się, nie stawiają barier w budowaniu wzajemnych relacji.

Jakie wartości wyniosłaś z rodzinnego domu?

Te które uważam za najcenniejsze to szacunek dla drugiego człowieka i miłość do rodziny. W Polsce uderzył mnie, zupełnie inny od meksykańskiego, sposób traktowania ludzi starszych. Wdzięczność również jest ważna. Zawsze mówię proszę i dziękuję. W życiu liczy się też lojalność. Tato i mama nauczyli mnie również empatii. Oni zawsze pomagali innym. W Meksyku wiele bezdomnych osób mieszka na ulicach, nie mają co jeść i w co się ubrać. U nas mogli się wykąpać, dostali czyste ubranie i smaczny posiłek. Nasz dom był zawsze otwarty na ludzi.

Dziś, gdzie jest Twój dom? 

Odkąd zaczęłam podróżować, zmieniłam swoje myślenie w tej kwestii. Dom jest wszędzie tam, gdzie moja rodzina.

Decyzja o przeprowadzce z Meksyku do Polski była trudną?

Kiedy poznałam Mateusza, pracowałam jako naukowiec, odnosiłam sukcesy, zrobiłam doktorat z farmakobiologii, byłam zadowolona z wyników, które osiągałam i jednocześnie moja podświadomość gotowa była do zmiany. Podjęliśmy decyzję o budowaniu życia razem, przeprowadziliśmy analizę plusów, minusów i biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, zdecydowaliśmy, że zamieszkamy w Polsce. Czułam, że chcę się przeprowadzić. Nie była to ciężka decyzja. Najtrudniejszym było, jak to zrobić. Ważna była logistyka. Wtedy bardziej niż serca, musieliśmy posłuchać rozumu.

Poświęciłaś się dla tej miłości?

W języku hiszpańskim słowo to oznacza cierpienie będące wynikiem podjęcia jakiejś decyzji. Dla mnie, przyjazd do Polski nie był poświęceniem. To był mój świadomy wybór i dziś jestem szczęśliwa. To, czym się teraz zajmuję, nie byłoby możliwe gdybym została w Meksyku.

Ryzykowałaś?

Każda decyzje niesie ze sobą ryzyko. Wszystko może ułożyć się pomyślnie lub zupełnie przeciwnie do tego co planowaliśmy. Czasem przecież nic nie wychodzi. Brałam to pod uwagę. A dla mnie nie była to tylko zmiana kraju, opuszczenie dotychczasowego miejsca pracy, ale też pierwszy raz, gdy zamieszkałam z partnerem. Zawsze jednak mam w pamięci to, co mówił tato. Powtarzał, by wykorzystywać szanse na przeżycie czegoś nowego. Kiedy byłam studentką, chciałam dowiadywać się co raz więcej i szukałam ku temu okazji. Kiedy pracowałam w laboratorium i wszystko już w nim opanowałam, musiałam znaleźć inne. Co również było ryzykiem. Zawsze zresztą, kiedy się idzie do przodu, sięga się po nowe, wszystko startuje od zera. Ale dziś również nie bałabym się zmienić miejsca zamieszkania i podjąć wyzwania. Czuję, że mam w sobie wszystko, by stale iść do przodu.

Jaki był Twój pierwszy czas w Polsce?

Najpierw odwiedzałam Polskę jako turystka. Podobało mi się, byłam ciekawa ludzi i tego, co dookoła. Później, gdy przyjeżdżałam na dłużej i w końcu zaczęłam mieszkać w Warszawie, musiałam zmienić swój tok myślenia. Już nie byłam turystką. Mocno się stresowałam, miałam poczucie niewiadomej, która przede mną stała. Ponadto między Polską a Meksykiem jest duża różnica kulturowa, którą rozpoznałam bez znajomości języka. Nie mówiłam po polsku i nie rozumiałam co mówią ludzie, ale widziałam jak rzadko się uśmiechają. W sklepie, w windzie, na ulicy, unikają kontaktów ze sobą, każdy skupiony jest raczej na sobie i nie uważa na innych. Ponadto mieszkałam z mężczyzną, którego wychowanie, przyzwyczajenia i zachowanie różnią się od sposobu bycia mężczyzn mieszkających w Meksyku. Pierwszy rok w Polsce był dla mnie bardzo stresujący. Później, zaczęłam poznawać wszystkie różnice, dowiadywać się skąd wynikają, przyswajać język. Co ciekawe, polski jest bardziej ubogi w pozytywne słownictwo niż hiszpański. Kiedy zaczynałam rozumieć tę kulturę, było mi co raz łatwiej. Ale początek był trudny. Nie raz myślałam, że wrócę do Meksyku albo zwariuję (śmiech).

Ale udało Ci się wytrwać. W czym tkwi siła Twojego spokoju, pomimo temperamentu i żywiołowości, którą masz we krwi?

Pod uwagę należy wziąć moje rodzinne korzenie. Mama urodziła się we wsi, skąd droga do najbliższego miasta, szpitala czy lekarza zajmowała trzy godziny jazdy samochodem, których wtedy ludzie nie posiadali. Zatem normalnym było, że wśród mieszkańców są curranderos, czyli osoby zdolne pomagać innym w przypadku problemów fizycznych i psychologicznych. Przodkinie mojej mamy, jak również ona sama, to uzdrowicielki. Od małego je obserowowałam i wyrosłam w przekonaniu, że za pomocą m.in. masażu można uzdrawiać ciało, wytwarzać energię i aktywować system regeneracyjny. Ponadto, tato uwielbiał zagłębiać się w metafizykę i medytację. Kiedy szłam na egzamin, robiłam to, co polecali rodzice. A zatem, wedle wskazówek mamy prosiłam o pomoc przewodników duchowych, modliłam się. Dzięki naukom taty wykonywałam redukujące stres ćwiczenia oddechowe. Ja w tym wyrosłam i było to dla mnie zupełnie naturalne. Jednak sposób myślenia uzdrowicieli różni się od filozofii życia innych ludzi. Jako nastolatka zaczęłam dostrzegać różnice między rodzicami moimi a rówieśników. Myślałam logicznie, zadawałam pytania o podstawy funkcjonowania uzdrawiania, interesowały mnie mechanizmy działania ludzkiego ciała. Aby to zrozumieć studiowałam zatem biologię, chemię i fizykę. Sięgałam również do filozofii. Każda z tradycji duchowych, zarówno ta mamy jak i taty, pozwala mi sięgać w głąb siebie, znajdować odpowiedzi na najbardziej osobiste pytania. Nie jestem w stu procentach wierna żadnej z nich. Nie podążam krok po kroku wedle wskazówek i nakazów. Z każdej biorę to, czego w danym momencie potrzebuję. Buduję swój własny model duchowości, na solidnej podstawie, którą otrzymałam od rodziców.

Sprawy życia codziennego potrafią zaburzyć Twój spokój?

Są okresy, kiedy przez długi czas jestem spokojna, ale oczywiście, jak każdy człowiek, nie mogę utrzymać tego stanu na zawsze. Różne sytuacje przechylają szale na tę niewłaściwą stronę. Kiedy mam dużo obowiązków, mój system nerwowy reaguje i ciało jest napięte. Zdenerwowanie i stres nie są mi obce, ale najważniejsze, że do stanu spokoju umiem wracać. Czasem muszę włożyć w to więcej pracy lub poświęcić temu więcej czasu, ale zawsze się udaje. Rodzice od małego mówili, że mam w sobie anioła i przewodników duchowych, którzy, gdy tylko poproszę ich o pomoc, pomogą. Warto to robić i zobaczyć co się wtedy dzieje.

Medytujesz? 

Kiedy spokojnie organizuję swój czas, na medytację poświęcam od 30 do 60 minut dziennie. Kiedy mam dużo pracy i mało czasu dla siebie, wykonuję ćwiczenia oddechowe. Z doświadczenia wiem, że kiedy całkowicie odpuszczę, źle się czuję, co z kolei wpływa na moje relacje. Kilka tygodni temu, kiedy wróciliśmy z Chin i musiałam nadrobić zaległości, zrezygnowałam ze sportu oraz medytacji. Mateusz pytał, dlaczego jestem zdenerwowana, a córka Adriana podsumowała – „Mamo, ostatnio nie widziałam, żebyś medytowała. Musisz to robić częściej”. (śmiech)

Jesteś aktywna w mediach społecznościowych. Starasz się pomóc innym żyć świadomie?

Normlanym jest, że kiedy człowiek się rodzi, mama i tato wpajają mu jak funkcjonuje świat. Otaczająca kultura również wyznacza wzorce. Bez zwiedzania świata, bez przeżyć z innych krajów, nie mamy możliwości poznania różnych sposobów myślenia. Ja posiadam w sobie bogactwo, które zyskałam m.in. poprzez podróże i doświadczenia spotkań z różnymi ludźmi. Teraz kiedy mam do rozwiązania problem, mogę sięgać głębiej i korzystać z dobrodziejstw różnorodności. I chociaż nie przepadam za korzystaniem z Internetu i social mediów, mąż i bliscy, namówili mnie bym ze swoimi doświadczeniami, wiedzą i sposobem myślenia, zaczęła docierać do ludzi. Teraz już wiem, że mogę aktywować ich do działania, skłonić do refleksji, rozszerzyć ich świadomość. Tym bardziej jeśli jest to możliwe dzięki kilku codziennie napisanym na Facebooku zdaniom, chętnie się tym zajmuję.

Dziś w Internecie, prawie każda bardziej lub mniej rozpoznawalna osoba, daje innym wskazówki dotyczące szczęścia. Kogo warto słuchać?

Uważam, że nauczycielem może być każdy człowiek jak również wszystko to, co nas otacza. Nauka płynąć może z każdej sytuacji, którą bacznie obserwujemy. Każdy z nas, poza tym co materialne, nosi w sobie esencję. Ludzie z podobną energią przyciągają się do siebie. Czasem wystarczy spojrzeć na zdjęcia czy przeczytać to, co ktoś napisał, aby poczuć energię tej osoby. Masz rację, dziś mnóstwo jest mentorów, bo mnóstwo jest ludzi, którzy ich potrzebują. I są to ludzie z różnych poziomów ewolucji, z różnym poziomem świadomości. W zależności od tego na jakim poziomie sami jesteśmy i czego potrzebujemy wybieramy swojego nauczyciela. To indywidualna sprawa.

W życiu masz określoną misję? 

Nie wiem czy jest to misja, ale mam potrzebę, by stale odpowiadać na osobiste pytania, które się we mnie kłębią. Związane są z tym, czego doświadczyłam i co widziałam, gdy byłam dzieckiem. Chcę rozszerzać swoją świadomość, poznawać siebie, odkrywać swoją wewnętrzną mądrość. Chciałabym kontrolować negatywne uczucia, które pojawiają się w różnych sytuacjach i pozbywać się ich na rzecz empatii i miłości. 

Jest to w ogóle możliwe?

Jako ludzie wyposażeni jesteśmy w biologiczny system nerwowy, który cały czas reaguje na różne bodźce. Tysiące lat temu pobudzał się, kiedy dzikie zwierzęta zagrażały bezpieczeństwu i życiu. Dziś, wolni jesteśmy od tego typu niebezpieczeństw, ale poddawani jesteśmy innym sytuacjom. Często, kiedy nasze wyobrażenia o danej osobie odbiegają od rzeczywistości, reagujemy nerwowo. Nawet kilkunastosekundowe spotkanie z osobą, której nie lubimy, powoduje, że nasz umysł tworzy pewne filmy, historie, nadaje im kolory. Te negatywne emocje, mogą trzymać ciało w napięciu nawet przez cały dzień. Osobiście uważam, że możliwym jest osiągnięcie stanu, w którym własną świadomością i wiedzą na temat swojego ciała możemy reagować, kontrolować i pomagać sobie samemu wrócić do stanu spokoju.

Jesteś kobietą spełnioną?

Przeżywam w życiu różne okresy. Każdy z nich charakteryzują inne potrzeby. Do tej pory zawsze zdobywałam to, czego chciałam. Na studiach, później pracując jako naukowiec osiągałam bardzo dobre wyniki. Dziś jestem na innym etapie, ale mam wszystko czego potrzebuję, by być zdrową i szczęśliwą. Nie oznacza to jednak, że się zatrzymuję. Cały czas szukam dalej. Ciągle chcę iść do przodu.

Czego mogę Ci życzyć? 

Chciałbym wciąż odkrywać nowe zakamarki samej siebie, móc odpowiadać na swoje wewnętrzne pytania, a w pracy naukowej łączyć świat materialny ze światem duchowym. Byłoby cudownie.

Rozmawiała Ola Grądzka
Zdjęcie galeria prywatna Iliany Ramirez

1 2 3

Reżyser głośnego „Ikara” napisał powieść o genialnym jazzmanie

Bartosz Kruhlik: Robiąc filmy, czerpię z życia garściami