Brad Pitt o terapii dla anonimowych alkoholików: To była bezpieczna przestrzeń, gdzie znalazłem katharsis

To dobry czas dla Brada Pitta. Wielki sukces – i to nie tylko kasowy – „Pewnego razu… w Hollywood”, czyli najnowszego filmu Quentina Tarantino z jego udziałem przypomniał wszystkim o tym, że jest nie tylko byłym mężem Angeliny Jolie, ale aktorem par excellence. Podobnie druga wielka premiera tego roku – „Ad Astra”, świetnie przyjęty przez krytyków film science fiction, w którym jako Roy McBride podróżuje po galaktykach.

Na łamach „The New York Times” Pitt w obszernym wywiadzie mówi o planach na przyszłość i rozliczeniu z przeszłością – w tym z alkoholizmem po rozpadzie małżeństwa. Rozstanie z Angeliną Jolie to dla wielu był szok – byli ukochaną parą całego świata. Aktor przyznał się, że w pewnym momencie zaczął nadużywać alkoholu. Spędził półtora roku na terapii dla anonimowych alkoholików – był w grupie samych mężczyzn. Pitt był wzruszony ich słabością. – Oni wszyscy siedzieli wokół mnie – byli otwarci, uczciwi wobec samych siebie. Nigdy wcześniej takiego czegoś nie widziałem – mówi. O dziwo, nikt z grupy nie sprzedał tabloidom opowiadań z jego życia, bo jak podkreśla, „ufali sobie i w tym zaufaniu znalazł katharsis”.

Początkowo Pitt nie chciał opowiadać o tym czasie w swoim życiu: „Miałem sprawy rodzinne. Nie ma co tego rozgrzebywać”. Dopiero po chwili zdecydował się o tym mówić. Swoje emocje i uczucia włożył w postać McBride’a – w końcu pracę nad „Ad Astra” zaczął krótko po rozstaniu, na początku 2017 roku.

Podczas spotkań AA czuł, że jego grupa jest „bezpieczną przestrzenią, w której nikt go nie będzie oceniać”. – To naprawdę niezwykłe, jak odsłanianie tylko swoich ciemnych stron może być wyswabadzające. Ma to wielką wartość – powiedział. I dodał: – Wszyscy ponosimy ból, żal i stratę (…) Spędzamy większość czasu, ukrywając to, ale to tam jest w tobie. Czas więc otworzyć te skrzynki.

W wywiadzie wspomniał swoje aktorskie początki. Kiedy pojawił się na ekranie w latach 90. i zaczęła się wielka fala Pittomanii, musiał znaleźć sposób na radzenie sobie z sukcesem. – W tym czasie uwaga całego świata była zwrócona na mnie – powiedział. – To było dla mnie naprawdę niewygodne, kakofonia oczekiwań i osądów. W efekcie stałem się trochę pustelnikiem i po prostu pogrążyłem się w zapomnieniu.

A był na pierwszych stronach gazet – jego powodzenia i niepowodzenia, a zwłaszcza romanse – wśród nich zaręczyny z Gwyneth Paltrow i małżeństwo z Jennifer Aniston. Jego życie, jak powiedział w rozmowie, nie było po prostu „wygraną na loterii” – do wszystkiego dochodził ciężką pracą. W tym wszystkim doszedł do momentu, że przestał mówić o swoich uczuciach i pragnieniach – żył pod jarzmem cudzych oczekiwań. Dopiero z czasem nauczył się je odrzucać. – Te wątpliwości w głowie, szmery i szepty, jak szczur w czaszce – to komedia – powiedział Pitt. – Spędziłem zbyt wiele czasu, walcząc z tymi myślami, będąc przywiązanym do nich czy też zamkniętym w tych myślach.

Co do planów na przyszłość, jest dość ostrożny. Wie, że nie wystąpi w zbyt wielu filmach. – Będzie mnie coraz mniej, ale tylko dlatego, że mam inne rzeczy, które chcę teraz robić – wyznał Pitt. Teraz oddaje się swoim pasjom – rzeźbie i architekturze krajobrazu. – Kiedy czujesz, że w końcu masz coś wokół siebie, nadszedł czas, aby zająć się czymś innym – podsumował.

źródło Onet, The New York Times
zdjęcia Ryan Mcginley

1

Reżyser głośnego „Ikara” napisał powieść o genialnym jazzmanie

Bartosz Kruhlik: Robiąc filmy, czerpię z życia garściami