Natalia Przybysz: Wolność, równość i siostrzeństwo

Możemy mówić sobie po imieniu?

Tak. Natalia.

Ola. Zmęczona jesteś?

Nie. Wczoraj miałam zaledwie jeden koncert, dzisiaj śpiewam  tylko dwie piosenki. Jest okey.

Zamierzasz być ze mną szczera?

W ogóle staram się być szczera. Ciekawe, że o tym mówisz, bo właśnie dzisiaj jest super moon- taka pełnia księżyca, która sprzyja mówieniu prawdy i pozwala prawdzie uleczyć wiele rzeczy w życiu i między ludźmi.

Jesteś optymistką?

Raczej mam postawę kogoś, kto oswoił zamułkę. Nauczyłam się tego przy odstawianiu kawy, która rzeczywiście podkręca i stymuluje. Przecież niektórzy ludzie, kiedy wstaną z łóżka i nie wypiją kawy to mówią, że nic im się nie chce i w ogóle nie mogą wystartować. Ja kiedy leczyłam się z migren i na sto dni musiałam rzucić kawę, odkryłam, że po prostu życie w Polsce jest trochę szaro- niebieskie. Kiedy człowiek się z tym pogodzi, szczęście bardziej niż z zewnętrznych czynników, wynika ze środka. Tak to już jest.

I w ogóle kawy nie pijesz?

Nie bardzo.

To tak jak ja.

Kawa to silny środek psychoaktywny, tak samo jak cukier. To legalne środki, ale moim zdaniem mocne. Przy próbie odstawienia robią się problematyczne.

Kiedy masz gorszy dzień, starasz się widzieć światełko w tunelu?

To zależy czego dotyczy problem. Jeśli chodzi o dzieci, mam wtedy mnóstwo energii. Wtedy nie mam czasu, aby analizować swoją postawę i sytuację. Wtedy działam. Sama jestem tym działaniem. A czasami zdarzają się sytuacje, kiedy rzeczywiście muszę szukać tego światła w tunelu, ale to dotyczy głównie mnie samej. Jeżeli jestem zbyt krytyczna wobec siebie i mam zbyt duże oczekiwania wobec pewnych aspektów mnie samej, wtedy uczę się odpuszczać.

Łatwo stać się więźniem samym w sobie.

Oczywiście. Pełni jesteśmy bullshitów, stereotypów, kompleksów i żyjemy mocno ograniczeni. Wierzę jednak, że z wielu klatek można się wydostać.

Wydaje mi się, że nosisz w sobie taką odpowiedzialność, aby tego życia nie przejść tak po prostu.

Śpiewanie robi coś takiego z człowiekiem, że pozwala wchodzić w kontakt z samym sobą. Przynajmniej jeśli stara się śpiewać prawdziwie. Dla mnie śpiewanie łączy się z wyrażaniem tego, co czuję. Z jednej strony poprzez głos i czakrę gardła wyrażam emocje, a z drugiej strony, jako artystka  ponoszę odpowiedzialność za to, o czym śpiewam, za słowa. Liczą się nie tylko emocje, ale też racjonalizm, pewien kontent dla umysłu. Wiesz, ja nigdy nie miałam żadnej normalnej roboty, nie chodziłam codziennie do pracy i wydaje mi się, że to spory fart w życiu. Nigdy nie musiałam nic robić dla pieniędzy, poza tym co kocham. To kosmiczne szczęście i musi się z tym łączyć odpowiedzialność. Z tego trzeba robić pożytek, dla ludzi.

Już słyszę komentarze „Nie musi pracować, to co ona wie o życiu”.

Wiem tyle, ile wiem. Każdy ma swoją perspektywę. A moja perspektywa pozwala mi odmiennie patrzeć na życie innych, co może być przydatne nie tylko dla mnie, ale też dla nich.

Mówienie o rzeczach ważnych uważasz za zadanie artysty w ogóle?

Każdy ma swoją własną wolność i może robić co chce. Jest to czasem wyzwaniem, ale akceptuję, co się dzieje wokoło. Nie może być tylko tak, jak mnie się podoba. Każdy może czuć inną funkcję do spełnienia i robi to, co sam uważa za słuszne.

Niekiedy jedni drugim podcinają skrzydła.

Tak naprawdę nikt nie jest w stanie podciąć nam skrzydeł. A jeśli już ktoś próbuje to zrobić to tylko dlatego, że zazdrości i chciałby rozwinąć swoje, ale nie potrafi. Ludzie czasem nawet boją się patrzeć w stronę kogoś, kto jest odważny. Względem takich sytuacji muszą przyznać, że sami mają mniejsze jaja lub skrzydła, jakkolwiek to nazwiemy. Wtedy właśnie zdają sobie sprawę ze swoich lęków.

Czujesz się dziś bezpieczna?

Wiem, że mam w sobie bezpieczeństwo. Natomiast czasami o tym zapominam i muszę się do tego na nowo nastroić. To pewien stan umysłu. Ostatnio widziałam swój ulubiony film z liceum Fortepian. Genialny. Kiedy główna bohaterka decyduje się wskoczyć z fortepianem do wody – totalny odlot. Ten film w ogóle jest moim zdaniem o kobiecości,  o tym, że kobiety są bardzo intuicyjne, mają wolność i bezpieczeństwo w głębi siebie i to jest niezależny byt, którego nie da się do końca nigdy posiąść ani przejąć nad nim kontroli. Tak też myślę o dziewczynach z Pussy Riot, że one właśnie to w sobie mają. Rebecca Solnit w książce Mężczyźni objaśniają mi świat pisze, że kobiecość to coś, czego nie da się zracjonalizować, wymierzyć, zbadać. Żyjemy dziś w czasach terroru wymierności, mężczyzna zawsze próbuje wszystko policzyć, wszystko musi się zgadzać od A do Z, jeśli nie umiesz czegoś nazwać- to nie istnieje. Kiedyś kłóciłam się z chłopakiem i powiedziałam – Patronizujesz mnie – a on odpowiedział  – Nie robię tego, ponieważ w języku polskim takie słowo nie istnieje – (śmiech). Kobiety są ultra mediami, a emocje i uczucia, wszystko to, co jest niewymierne ma dużo większą moc, aniżeli intelekt. Naszemu światu przydałoby się właśnie więcej emocji, więcej czułości, więcej kobiecej energii. Wszyscy powinni być feministami.

Ty jesteś feministką.

Oczywiście.

O co walczysz?

Oprócz wolności i praw kobiet, uważam, że trzeba walczyć o prawa związków partnerskich, o równość płci i bezgraniczną miłość. To bardzo ważne patrząc z perspektywy walki o prawa kobiet. Gdy mężczyźni będą mogli wiązać się ze sobą legalnie, ci w związkach heteroseksualnych nie będą stawiać się ponad kobietami, zaczną partnersko traktować swoje kobiety. I to jest prawdziwa równość.

Myślisz, że kobiety w Polsce rosną w siłę?

Tak, aczkolwiek brakuje nam luzu z marokańskiego hammamu. Koleżanka opowiadała mi, że wczoraj była w Paryżu w hamamie przy meczecie, gdzie spotykają się półnagie kobiety, z gołymi piersiami, myją się, siedzą, gadają i naprawdę mają w ciele luz. Obcują ze sobą na podstawie fizycznej relacji. To jest naturalne. W Polsce kobiety tego nie czują. Zawsze powtarzam: wolność, równość i siostrzeństwo. U nas jest tego za mało. Wciąż zapominamy o sobie nawzajem, brakuje inicjatyw, gdzie można by sobie pomagać. W pracy również jest duża konkurencja. Myślę, że ta wspólna kobieca świadomość mogłaby się częściej manifestować i mogłybyśmy to mocniej kultywować. Bardziej przejąć się i dostrzec księżyc, który gdzieś, nas wszystkie łączy.

A nasze miejsce? Jest tam, gdzie wskażą je mężczyźni?

Nie no, coraz bardziej wszystko zależne jest od nas. Przecież kobiety to naprawdę „ogarniaczki”, tylko jest jeden problem – wciąż niańczymy facetów.

Właśnie trwają Światowe Dni Walki z Przemocą Ze Względu Na Płeć…

A przemoc zaczyna się już na poziomie rozmowy. Już wtedy, gdy mężczyzna stwierdza „Ja to opowiem, kochanie”. Dlaczego? Dlaczego mężczyznom wydaje się, że tylko oni potrafią objaśniać świat? Tak jak pisze Rebecca Solnit, niesamowite jest to, że tylko dlatego, że ktoś jest mężczyzną może lepiej coś zrobić, lepiej coś powiedzieć. W różnych miejscach, w różnych branżach ludzie mają świńskie dowcipy, które uprzedmiatawiają kobiety. Akceptowanie tego, plus na przykład używki prowadzą do przestępstw, do form fizyczności, które przestają śmieszyć. Wydaje mi się, że to, co możemy zrobić, to totalnie reagować. Nie wolno nam dawać na to przyzwolenia. A to się zaczyna od wychowania, od tego, że tata z wujkiem żartują w taki właśnie sposób, że do żony mówi się babo, albo stara. To nie pozostaje bez znaczenia.

Tylko wciąż się na to godzimy i to wciąż się dzieję.

Podstawą są bardzo głębokie uwarunkowania psychologiczne i kulturowe, które ciężko przełamać.

Na co nie ma w Tobie tolerancji?

Chyba najbardziej się wkurzam, kiedy ktoś nie wierzy w proces transformacji. W to, że można wyleczyć, że można przerobić, że można nad czymś zapanować. Że ktoś nie wierzy w wysiłek. Dołuje mnie, kiedy ktoś stawia na kimś krzyżyk.

Przeznaczenie, to chyba nie Twoja bajka.

Raczej obserwuję w świecie synchronię. Wiele rzeczy dzieje się tak, jakby ktoś z zewnątrz mieszał w tej misie, w której toczy się nasze życie. Aczkolwiek nie mam pojęcia, czy tak faktycznie jest. A może my sami, naszą intencją i sposobem myślenia możemy wiele zmienić?

Winisz czasem życie za to, że czegoś Ci nie dało albo właśnie dało?

Ja życia nie winię. Bardziej traktuję wszystko jako paliwo do twórczości. Wydaje mi się, że każdy coś dostał i skoro to ma, powinien coś z tego ulepić.

Nierzadko świat tłamsi tych, którzy wychodzą przed szereg.

A co znaczy świat? Świat się składa z poszczególnych osób. Wciąż dostaję wiele dobrych słów w twarz, a zero negatywnych komentarzy w twarz. Więc ja ten świat postrzegam, jako konkretne osoby, które spotykam na ulicy. A w Internecie nie widzę tych ludzi, którzy rodzą nienawiść. Ja nie wiem kto to jest. I to nie jest świat.

Pokora?

Wiesz, to chyba nie jest to, co ja kultywuję. Raczej koncentracja na tym, co mam do zrobienia. To mnie interesuje bardziej. Samo bycie pokornym nie do końca ma sens. Trzeba się skupić na tym co tu i teraz. Trzeba pełnić swoją funkcję i to jest dla mnie pokora.

 Sukces?

To chyba zbyt podsumowujące hasło. Wydaje mi się, że jeszcze trochę pośpiewam. A w ogóle, w życiu odniosłam wiele sukcesów i wciąż się o nie staram.

Porażki?

Znam, i to też są konsekwencje konkretnych decyzji. Ale najgorszym błędem jest nie podjęcie żadnej decyzji. Trwanie pomiędzy jest jak grzech.

Jest gorsze od podjęcia złej decyzji?

Tak. O ile jesteśmy poczytalni, to wiemy co jest dobre, co jest złe, albo co jest mniejszym złem. Najgorsze jest niepodjęcie decyzji i marnowanie życia w rozkroku.

Badałaś się na HIV?

Tak! Trzeba się badać i koniecznie w ciąży!

Ale wciąż niewielu ludzi się bada.

Świadomość HIV w Polsce jest nikła. To jedno z tabu. Niekiedy nawet lekarze nie zlecają tego badania- co powinno być karalne. Ludzie mają zabobonne podejście do tej i wielu innych spraw. Mamy jeszcze dużo do przerobienia i do edukacji.

Chodzisz do kina na polskie filmy?

Długo nie byłam w kinie. Pamiętam, że zachwyciła mnie Ostatnia rodzina.

A Bogów Palkowskiego oglądałaś?

Tak.

To zobacz Najlepszego.

A właśnie! Tym bardziej, że osobiście poznałam Kotańskiego i wiele razy śpiewałam z mamą i z siostrą w Monarze.

Niesamowita historia. I potwierdza to, co mówiłaś. Nie wolno przekreślać ludzi.

Rozmawiała Ola Grądzka
Zdjęcia materiały promocyjne

1 2