Mirosław Haniszewski: Aktorstwo jest jak wehikuł, pozwala podróżować w samym sobie

Aktorstwo traktuję jako środek do samopoznania. Czy to powołanie? Nie czuje, abym miał jakąś specjalną misję do spełnienia. Przecież jest to zawód, praca, którą trzeba wykonywać. Nie można dać się zwariować. Staram się z tego żyć i utrzymać rodzinę. W odróżnieniu od innych zawodów jest on o tyle trudny, że nie można go praktykować codziennie. Nie codziennie jest się na planie zdjęciowym, nie codziennie gra się w teatrze. Jeżeli przyjrzeć się rzemieślnikom, to oni mają pewien stały rodzaj relacji z materiałem, z którym pracują. Materia mojej pracy jest zupełnie inna. Ja mam za zadanie pokazywać pewną rzeczywistość i odkrywać pewną prawdę. To angażuje zarówno fizyczność, ciało, ale też przede wszystkim umysł. Trzeba również mieć w sobie pasję, ciekawość i taką konstrukcję psychiczną, która sprawia, że człowiek chce to robić. Cenię w tym zawodzie to że, nie ma dwóch takich samych dni. Nie mogę sobie wyobrazić siebie pracującego na poczcie czy w korporacji. Aktor to osoba, która działa w konkretnym czasie i przestrzeni, w założonych z góry okolicznościach. Bierzemy scenariusz, rozczytujemy go i realizujemy. Na tym to polega.

Każda rola to kreacja. Przychodzę do garderoby, zakładam kostium, wiem co mam mówić, wiem, co mam robić, realizuję to z pełnym zaangażowaniem. Nie jestem aktorem metody, który potrzebuje chodzić z postacią kilka miesięcy i się wczuwać. Uważam, że uprawiając ten zawód, aby dobrze zagrać rolę, wystarczy po prostu na serio podchodzić do swojej pracy i poważnie traktować materiał, na którym się pracuje. Oczywiście, że to się odkłada w całym organizmie. I trzeba wypracować skuteczne metody, aby się z tego oczyścić. Pozostają przede wszystkim emocje, a jeżeli jest to duża rola, to nie są one przyjemne. Wtedy też pojawia się stres. W filmie przecież często trzeba robić różne rzeczy nieprzyjemne, wchodzić w jakieś niecodzienne rejony i niecodzienne stany emocjonalne. I trzeba mieć w tym wszystkim jakiś wentyl bezpieczeństwa.

Aktorstwo jest kreacją pewnej wizji. Oczywiście, zawsze musi to zostać przefiltrowane przeze mnie, a grając muszę wierzyć w to, co zostanie na ekranie pokazane. Dodatkowo istnieją obraz, dźwięk i reszta narzędzi filmowych, które sprawiają, że powstaje kompletna postać. Trzeba po prostu po ludzku starać się zrozumieć i poważnie potraktować to, co jest do opowiedzenia. Osądy należy zachować głęboko w sobie, one w niczym nie pomagają. A na pewno nie w tej pracy, cokolwiek by to znaczyło. Grając zagubionego człowieka z problemami zawodowymi, rodzinnymi czy psychicznymi nie oznacza, że ja jestem zagubionym człowiekiem. I to jest właśnie w tym zawodzie doskonałe, że można popaść w taki rodzaj kontrolowanej schizofrenii i przymierzać te różne buty. Jak to mówią Amerykanie? Put yourself in my shoes. Tak więc możemy to robić i sprawdzać, jak wygląda życie z perspektywy różnego od nas człowieka.

Mógłbym zagrać na przykład Jamesa Bonda, czyż nie? Ale czy to jest realne marzenie? No właśnie, to już jest inna sprawa. Na pewno zawód aktora daje możliwość spróbowania różnych rzeczy. Przeżycia różnych biografii. Przerobienia różnych scenariuszy. Wejścia w różne sposoby myślenia, patrzenia na świat.  Nie widzę jedynie sensu wchodzenia w kontakt z materiałem, który jest kompletną głupotą, a energia, którą emanuje ma służyć wyrządzeniu krzywdy, albo jest projekcją jakiegoś skrzywionego, chorego umysłu. Cieszę się natomiast na propozycje, które inspirują i pozwalają przyjrzeć się pewnej postaci głębiej, tak jak w przypadku Jasińskiego. Taki rodzaj moralitetu. Widz również może się przyjrzeć temu bohaterowi i jego wyborom. Siedząc w komfortowym fotelu, znaleźć się w niekomfortowych okolicznościach, zobaczyć motywację dokonywanych przez bohatera wyborów i poznać ich konsekwencje.

Zawsze jestem ciekaw efektu końcowego zmontowanych sekwencji scen i całego filmu. I jest we mnie pewien rodzaj, nie wiem czy to dobre słowo, ekscytacji z tym związanej.  Od momentu, kiedy film jest kręcony, do momentu jego wypuszczenia, kiedy zaczyna on żyć swoim życiem i zaczynają go oglądać ludzie, upływa jakiś czas. Inaczej też ogląda się film samemu, a inaczej z publicznością. Wtedy jest to zupełnie inne doświadczenie. Andrzej Wajda powiedział, że kino jest doświadczeniem wspólnotowym i oglądanie filmu jest przeżyciem wspólnotowym. Lubię oglądać filmy w kinie, gdzie tworzy się rodzaj bliskości z innymi widzami i rodzaj niepowtarzalnej, elektryzującej atmosfery. Ja na filmach reaguję spontanicznie. Ostatnio byłem w kinie na „The Square” i przede mną siedział jakiś smutny młodzieniec. Bardzo mu przeszkadzało, że nie bawią go te wszystkie śmieszne rzeczy. Zwyczajnie nie miał poczucia humoru, a co więcej, również mnie próbował zepsuć całą zabawę. Więc mu powiedziałem, żeby mi tej zabawy nie psuł. Jak się śmieję, to się śmieję i nie myślę o tym czy za głośno czy nie.

Czy lubię oglądać siebie samego? Nie. Patrzę, analizuję co się udało, oceniam czy to, co zrobiłem się sprawdza, czy to się przenosi na widownie, czy te środki, których użyłem komunikują się z widzem. W ten sposób patrzę na film. Mam w sobie krytycyzm. A przecież po jakimś czasie my sami też się zmieniamy, miejsce starych wartości zajmują nowe. Po filmie też się zmieniamy, mamy refleksje. Myślę sobie czasem, że pewne rzeczy zagrałbym dzisiaj inaczej, innymi środkami. Ale z drugiej strony uwalniająca jest świadomość, że film już poszedł i że nic się z tym zrobić nie da.

Nie jestem z drewna i w moich żyłach płynie krew. Tak samo jak po lekturze książki- naturalnym jest, że coś w nas zostaje. Po to sięgamy po takie rzeczy, oglądamy filmy, czytamy książki, chodzimy na wystawy. Szukamy odpowiedzi na głębsze pytania i te formy kultury pomagają nam odnaleźć odpowiedzi i kolejno, głęboko inspirują do dalszej podróży. Podobnie jest z tą pracą. Aktorstwo jest jak wehikuł, przenosi nas w czasie i pozwala podróżować w samym sobie. Wykonując ten zawód można się o sobie stale czegoś dowiadywać. Można się uczyć i poznawać. Myślę, że każdy z nas ma dostęp do każdego doświadczenia,do każdej emocji, do każdego stanu umysłu,  tylko większość z nas nie natrafia na okoliczności, które byłyby w stanie to wyzwolić. A przecież przeprowadzanych było wiele takich eksperymentów psychologicznych, które pokazały, że w odpowiednio stworzonych warunkach, z człowieka mogą wyjść różne rzeczy, prawda? Zarówno dobre, jak i te niedobre. Myślę, że potencjał mamy cały czas nieograniczony. Tylko do nas należą decyzję, w którą stronę pójdziemy. Nie wyobrażam sobie uprawiania tego zawodu, gdyby nie istniała możliwość urefleksyjnienia sobie materiału, nad którym się pracuję.

Kulisy oryginalnej sesji z Mirosławem Haniszewskim

Wysłuchała Ola Grądzka
Fotografował Wojciech Foit
Stylizowała Milena Bekalarska
Makijaż Patrycja Michera

1