Mateusz Gessler: Jesteś tyle wart, ile pokonujesz

Spotykamy się dziś na konferencji programu Drzewo Marzeń i tak sobie myślę, że ta nazwa nie jest przypadkowa. Drzewo to przecież potężny symbol życia. Marzenia również?

Oczywiście, gdybyśmy nie marzyli, nie wylądowalibyśmy na Księżycu, nie przepłynęlibyśmy Atlantyku i nigdy nie szlibyśmy do przodu. Uważam, że marzenia są po to, aby je realizować i po to, żebyśmy my sami, w głębi siebie, mieli motywację i cel.

W programie spełnia Pan marzenia dzieci. Widziałam drzewo z zawieszonymi na karteczkach życzeniami. One mają w sobie coś głębokiego.

Większość z nich tak. Naturalnie, były też takie „chciałbym nowy samochód dla taty” czy „nowy rower dla brata”, ale po pierwsze to nie były marzenia dla dzieci – dla nich samych, tylko dla kogoś innego. Po drugie, kiedy się o kimś myśli, wydobywa się to ze środka, z serca i zawsze wtedy kieruje się tym, co może sprawić przyjemność lub co może się drugiej osobie przydać. I większość tych marzeń pochodziło z głębi, tak jak Pani mówi. Miały historię, miały jakieś emocje, miały drugie dno.

Dzieci marzą najpiękniej?

Nie mogę tak uważać, bo nie znam wszystkich marzeń. Nie jestem miernikiem marzeń. Mogę powiedzieć, jakie ja mam marzenia, albo jakie marzenia mają ci, którzy mi je zdradzili. Program pokazuje jaką piękną mamy nową generację, jaki piękny mamy kraj z pięknymi ludzi. Bo każda, wprowadzona do tych niespodzianek osoba chciała pomóc i robiła to bezinteresownie. A mówię o gwiazdach, mówię o znanych ludziach, mówię o mężach, żonach, ciociach. I co najważniejsze, każdy z nich robił to z wielką przyjemnością i pasją.

Czyli wychodzi na to, że świat wcale nie jest taki zły?

Nie. Ludzie, którzy tak mówią sami tego chcą. Świat może być zły, albo może być piękny. Trzeba wiedzieć gdzie patrzeć i nauczyć się cieszyć małymi rzeczami. Świat jest przepiękny. Gdyby to, co mówię było kłamstwem, to myślę, że nas wszystkich by tutaj dziś nie było.

Jaka jest recepta na to, żeby spełniać marzenia?

To dystans do siebie. Przede wszystkim. A po drugie trzeba tak mieć w sercu, żeby myśleć o innych. Trzeba mieć empatię, trzeba rozumieć ludzi, rozumieć emocje. Trzeba mieć trochę wyobraźni, żeby pomóc dzieciom w realizowaniu tych marzeń.

Pomoc innym to generalnie zadanie sławnych osób?

Uważam, że tak. Jesteśmy dobrym duchem i powinniśmy być przykładem. Jesteśmy ludźmi publicznymi, jesteśmy rozpoznawalni, ludzie nas kojarzą i musimy dawać z siebie to, co najlepsze. A co może być lepszego niż pomoc w spełnieniu czyjegoś marzenia? Co może być lepszego niż dziecko, które ma empatię, myśli o innych i trzeba mu pomóc? Co może być lepszego niż podarowanie drugiemu człowiekowi uśmiechu?

Bezcenne.

Ale przede wszystkim trzeba tego chcieć. Bez chęci nie zrobisz nic. Ja jestem strasznie, ogólnie w życiu, pozytywnym człowiekiem i zawsze na te dobre strony życia próbuję patrzeć. Mimo tego, że jestem normalny i też mi się, za przeproszeniem, jebie. Czasami. Pewne rzeczy. Ale tak jest. I nie można tego życia mierzyć miarą, że zawsze jest pięknie. Wtedy byłoby nudno. A jak są góry i doły, jesteśmy silniejsi. To nas wzmacnia. We wszystkim. Świat pełen jest kompromisów. Albo się na nie zgadzasz i żyjesz z uśmiechem, albo nie.Na zdjęciu Mateusz Gessler

Ulegasz kosztem własnego szczęścia?

Wiele razy w życiu dążyłem do spełnienia swojego marzenia, ale po drodze zauważyłem, że warto odłożyć je na bok, by pomóc komuś innemu, albo żeby innym się udało. Życie jest jak w dobrym małżeństwie, nie możesz brać wszystkiego dla siebie. Musisz dawać. Tak jest też z emocjami. Jeśli chcesz być szczęśliwy – musisz dać szczęście. Wtedy ludzie dookoła ciebie będą szczęśliwi i ty również. Ale nie dlatego, że oni są szczęśliwi, tylko dlatego, że oni tobie dadzą w życiu szczęście.

Po trupach do celu to nie Pana ścieżka.

Ja w ogóle nie dążę do celu. Ja robię wszystko, żeby osiągnąć to, czego chcę, ale jeśli mój honor i moje wychowanie, albo moje serce mówią mi, że to nie jest ta droga- odpuszczam.

Zamiast celów marzenia?

One są ze sobą związane. Żeby dojść do marzenia trzeba wyznaczyć sobie drogę, osiągać kolejne etapy. Ja całe życie wiedziałem co chcę zrobić, wiedziałem jak chcę do tego dojść, ale zostałem wychowany na uczciwego człowieka, który myśli o innych. Przede wszystkim o ich emocjach. Bo nikt nie ma prawa krzywdzić ludzi. Cokolwiek by się nie działo, nie ma prawa tego robić. Przez całe życie miałem to wpajane.

To miejsce gdzie dziś jesteśmy Warszawa Wschodnia, inne restauracje, nowy program to też były marzenia sprzed iluś tam lat?

Kiedy zacząłem gastronomię marzyłem, aby zbudować swoje imperium. Kiedy zacząłem telewizję, marzyłem o swoim programie. Ciężką pracą doszedłem do wszystkiego. Wiedziałem, że mam wokół siebie ludzi, którzy mi kibicują i którzy zawsze mi pomogą, ale wiedziałem też, że jest dużo osób, którzy wręcz przeciwnie… A ja przede wszystkim kieruję się sercem. Moje spojrzenie na świat skupia się na ludziach, na wartościach, a nie na rzeczach materialnych. I wolę być biedniejszy, ale pozostać ze sobą w porządku.

Zdawać by się mogło, że kłód pod nogi nie rzucają sobie ludzie z wyższych sfer, którzy mają wszystko.

Mam wrażenie i to bardzo szczere, że TVN jest inną stacją. Z tego co ja doświadczam i widzę, ludzie sobie tutaj nawzajem pomagają. Są życzliwi, otwarci. W życiu nauczyłem się nie denerwować rzeczami, na które nie mam wpływu. Jeśli ktoś mnie obgaduje i życzy mi źle, współczujęmu. Bo ja nikomu źle nie życzę, bo to zła emocja jest. Jeśli tak życzysz, to znaczy, że w głębi siebie jesteś złym człowiekiem. A powtórzę, nikomu nie można życzyć źle i nie można wyrządzać krzywd. Całe życie miałem to szczęście, że od takich ludzi umiałem się cofnąć, umiałem przestać z nimi przebywać, umiałem się odwrócić. Starałem się być wśród ludzi takich ja jak. Ludzi, którzy mogą zmienić swoją mentalność, dać coś od siebie. Ale nauczyłem się również, że ja wcale nie jestem od zmieniania świata. Ja jestem od tego, żeby swoimi możliwościami próbować zmienić świat, ale ja nie jestem od tego, żeby mówić co Pani ma robić. Bo Pani ma prawo myśleć, jak Pani chce. Ja mogę tylko pogratulować i pobyć z Panią, albo po prostu się wycofać. Ja się nie boję cofnąć.

To odwaga, szczególnie dzisiaj w tak wpływowym świecie.

Nigdy w życiu nie miałem idoli. Może ze względu na wychowanie i znak zodiaku.

A ten znak?

Ja jestem Lew. I nigdy nie brałem dobrych czy złych przykładów od innych. Kiedy się biegnie sto metrów sprintem, to się nie patrzy na prawo i na lewo, bo się traci czas. I kiedy skupi się na sobie i na swoim wyniku, to być może dobiegnie się szybciej. Ja nigdy nie biegłem po trupach, bo zawsze biegłem uczciwie i nie myślałem też, czy ktoś to robi lepiej ode mnie, bo bym się dołował. A zawsze znajdzie się osobę lepszą od siebie. Zawsze. A szukać jej, żeby ją dogonić? To nie mój cel. Mój cel to być szczęśliwym. A przecież mam już to, czego potrzebuję, mam rodzinę, wspaniałego syna, fantastyczną żonę, mam biznes, który kocham. Ogólnie wstaję rano i jestem zadowolony z życia.

Niczego Panu dziś nie brakuje?

Nie. Mam wspaniałą rodzinę obok siebie, wiem, że mnie kochają i ja kocham ich. Mam projekty, mam marzenia, mam dążenia, mam zarąbiście, bo mam pasję. A wielu ludzi tej pasji nie ma. I to jest ich problem, bo oni nie wiedzą co będą jutro robili. Ale przede wszystkim, ja mam radość życia. Kiedy masz radość życia, dużo więcej pokonasz.

Dużo więcej też wtedy widzisz.

Jeśli człowiek w głębi siebie jest smutny, albo zły, to pewnych rzeczy nie zauważa. Świat jest piękny. Trzeba się cieszyć.

Rodzina to największa wartość?

Tak, bo rodzina zawsze jest i zawsze będzie. Mówię o mojej mamie, moim ojczymie, moich dziadkach, mojej żonie, moim dziecku. Wszystko to powoduje, że mam ochotę, że chcę. Że mam do kogo wrócić i się konsultować, mam poczucie bezpieczeństwa, mam coś takiego, co powoduje, że ta radość jest. I to jest ważne.

Oni stoją za Panem murem.

Nie wiem czy Pani wie, ale ja trenuję na motorze, skaczę, wjeżdżam w drzewa, różne sytuacje mnie spotykają, często wracam do domu obity, strasznie zmęczony. Kiedyś dziennikarz motoryzacyjny spytał mnie „Słuchaj, trenujesz Dakar, możesz się zabić na treningu, codziennie, ale przecież masz dziecko, żonę. Ona ci tego nie zakazuje?”. Ja mówię: „Nie. Jakby zakazała, to znaczy, że mnie nie kocha”. Ona wie, że to dla mnie bardzo ważne, ona się boi, ale ona nie może mi tego zakazać. Ona nie zrobi nic przeciwko mnie. Zawsze mam poparcie i to jest dla mnie najważniejsze. Rodzina.

To chyba też kwestia zaufania?

Tak. Dobre relacje z ludźmi to relacje dwukierunkowe. Po pierwsze Ty musisz dać, żeby dostać.

To krąży w świecie.

Każdy ma swoją karmę i każdy ma swoją energię wokół siebie.

Chciałby Pan raz jeszcze być dzieckiem?

Nie. Zdecydowanie nie, bo ja szatanem byłem (śmiech). Coś Pani powiem. Małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot (śmiech).

Do odważnych świat należy?

Tylko. Jeśli boimy się przegranych, nigdy nie wyjdziemy na ring. Jeśli boimy się porażek, nigdy nic nie osiągniemy. Uważam, że czasem trzeba odpiąć wrotki. Jesteś tyle wart, ile pokonujesz. To jest prawda. Jeśli pokonasz dużo złego i spotkasz wiele dobrego to jesteś człowiekiem, z którym warto spędzić czas, masz więcej do powiedzenia. A nic nie przychodzi łatwo. Oczywiście są ludzie, którzy rodzą się bogaci i mają wszystko, ale w głębi siebie nie mają wiele. I dużo trzeba przeżyć, aby mieć taką mentalność, jaką dziś mam ja. I nie chcę się zmienić.

Łamał Pan więcej barier zewnętrznych czy tych w sobie?

I jedno i drugie. Tak jak każdy mam, na przykład, kompleksy.

Kompleksy?

Ja jestem bardzo cichym i wstydliwym człowiekiem. Naprawdę.

Nie widać.

Nie widać? Ogólnie jestem samotnikiem. Lubię być sam ze sobą. Od trzech lat jestem w show-biznesie i się nie zmieniam. Nie zmieniam swojego życia, swojej filozofii i nie ma mnie w tych kolorowych gazetach. Żyję tak, jak żyłem wcześniej. Bo jeśli ktoś mnie wtedy zauważył, to tylko dlatego jaki byłem wewnętrznie. Nie jestem umięśniony i przystojny, tak jak co niektórzy, ale mam swoją osobowość. Za nic w świecie nie chcę się zmieniać, bo dzięki temu doszedłem tu, gdzie teraz jestem i dzięki temu obcuję z ludźmi na wyższym poziomie. Słucham ich, ludzie lubią ze mną przebywać, daje im poczucie bezpieczeństwa. Ludzie się przede mną otwierają, nie robiąc tego przed kimś innym. Całe życie jestem wśród ludzi i to mi pomaga, bo przełamuję w sobie barierę. Barierę swojego wstydu, ja naprawdę jestem cichym człowiekiem. Najchętniej słucham, obserwuję. Ale jak już mam być w projekcie, na scenie, przed kamerą to jestem. Bo to też mi sprawia wielką przyjemność, lubię to i łamię swoje kompleksy.

Angażuje się Pan na sto procent?

Na dwieście. I to jest ten problem. Ja mam „ON/OFF”. Żona się czasem złości, bo albo olewam i nie zajmuję się pewnymi rzeczami, albo na maksa się skupiam i nie widzę już innych spraw. „ON/OFF”. Z życiem, ze wszystkim.

Generalnie w co Pan wierzy?

W dobro.

Kiedyś w jednym z wywiadów przypomniał Pan takie francuskie powiedzenie, że prawda zawsze wychodzi z ust dzieci. Mógłby Pan to powtórzyć?

La vérité sort toujours la bouche des enfants.

Ja nie znam francuskiego, ale brzmi pięknie. Gdyby Pan mi teraz skłamał to i tak bym to napisała (śmiech).

Ale tak jest. La vérité to znaczy prawda, wychodzi sort, toujours to zawsze, des enfants de la bouche z ust dzieci.

Pan słucha swojego syna?

Tak. Ja w ogóle słucham ludzi. To pomaga. Kiedy słuchasz, to się dowiadujesz, a kiedy mówisz to tylko powtarzasz to, czego się dowiedziałeś. To słowa Dalajlamy.

O czym Pan marzy?

W tej chwili?

No na przykład.

Żeby mnie noga nie bolała (śmiech).

I ja to napisze.

No to nie (śmiech).

Ale ja piszę prawdę.

No to noga mnie boli, bo wczoraj długi dystans przebiegłem i coś sobie naderwałem, podejrzewam. O czym marzę? Marzę o drugim sezonie Drzewa Marzeń, marzę, żeby dalej szło mi tak, jak mi teraz idzie, żeby ludzie wokół mnie wciąż byli szczęśliwi i dumni.

A ten tatuaż?

To zależy który, bo mam całą rękę i jeszcze miejsca, których nigdy nikt nie zobaczy. To praca, moje pasje motorowe, moja rodzina, moje miasto. Dużo tego.

Marzenia do spełnienia w programie były losowane?

To nie była kwestia losu, tylko kwestia marzenia. Kiedy miałem możliwość dokonania wyboru i wiedziałem, że w szkole mogę spełnić tylko trzy, to próbowałem wybrać takie, które mogą być zrealizowane i które mają sens bycia zrealizowanymi, bo kupienie roweru nie zmieni komuś życia. A były takie, które chwytały za serce.

I trzeba było to zrobić.

Nie zapomnę jedenastolatki, która w rozmowie przy klasie powiedziała, że chce dodać koloru swojej mamie. Tata zmarł, a mama od roku jest w żałobie. Tata zmarł, a trzeba żyć dalej.
A potem matka zdała sobie sprawę, że ten ostatni rok żyła tylko dzięki córce, bo ona udźwignęła dom, udźwignęła wszystko. Jedenastolatka i matka, kobieta w moim wieku, uświadamia sobie pewne rzeczy. Uświadamia sobie, że trzeba iść dalej.

A co Pan zrobił?

Dodałem jej koloru.

Rozmawiała Ola Grądzka
Zdjęcie główne M. Stankiewicz; zdjęcia w tekście oficjalny profil Mateusza Gesslera na Facebook’u

1 2