Marta Brennan: A ja spełniam dziś marzenia

To był inny świat

Kilkanaście lat mieszkała w samym sercu Londynu, modowym, zakupowym i towarzyskim raju. Ekskluzywne butiki, prestiżowe miejsca, wyśmienite restauracje, wpływowi ludzie, wszystko to miała na wyciągnięcie ręki. Obracała się wśród ludzi biznesu i czuła się jak ryba w wodzie. Była jedną z nich. Stylowa, pewna siebie bizneswoman, z dystansem do problemów, otwarta na ludzi, ciekawa świata. Lubiła cieszyć się życiem i korzystać z jego dobrodziejstw. Od zawsze kochała też modę, szczególnie tą niesztampową i fantazyjną. Maare powstało podczas podróży do Polski. Uderzała ją monotonność stylu, jednolitość koloru i powtarzalność na ulicach.  – U nas w kraju panowała wtedy moda na szary basic, a ja gdzie się nie pokazałam, tam wszyscy komplementowali mój styl i kolorowe sukienki. Niesiona tymi pochwałami postanowiłam wnieść trochę świeżości i nowości do szaf Polek. Mieszkając za granicą miałam dostęp do przepięknych ubrań, a moje koleżanki tylko do tych z sieciówek. Pamiętam, że wtedy polska moda miała strasznie wysokie ceny. Tutaj dostrzegłam możliwość dla siebie. Szansę na biznes. Wiedziałam, że odniosę sukces. Oferowałam metkę „Made in Poland”, czyli dobrą jakość za niską cenę. To był mój cel – wyznaje Marta Brennan, właścicielka modowej marki Maare. Początki były trudne, bo nikt nie brał na poważnie tego, co mówiła i nie dowierzał w to, co planowała. No bo przecież jak to, blondynka będzie szyła sukienki? I na dodatek ktoś to kupi i będzie nosił? Tego typu komentarzom nie było końca, tym bardziej, że zostawiła znakomicie prosperującą agencję Public Relations w Londynie. Kiedy wróciła do kraju, miała wrażenie, że wszyscy czekają tylko na jej potknięcie i moment kiedy przyzna im rację lub zacznie żałować swojej decyzji. – Ale ja się nie poddawałam. Szybko powstała sukienka Vivenne, nasz pierwszy hit, który zakupiło tysiące klientek z całego świata. Lepszego początku nie mogłam sobie wyobrazić. Polubiły nas tak zwane „Insta Girls” i później to był już efekt domina. Każda kobieta chciała nosić Maare. Zaprojektowaliśmy kolejne hity, między innymi lateksowe spodnie, które wysyłaliśmy od Hong Kongu po Brazylię. To wszystko bardzo szybko umocniło nas w świecie mody – opowiada.

Ja po prostu lubię wyzwania

– Żeby mieć swoją własną markę, projektować, szyć i sprzedawać piękne ubrania, to od zawsze było moim marzeniem – przyznaje.  Nawet przez chwilę nie zwątpiła w sukces. I chociaż dla niektórych może brzmieć to zbyt dumnie, ona wierzy, że właśnie takie nastawienie ułatwia realizację marzeń i celów. Tylko wtedy jest się gotowym na sukces i tylko wtedy można osiągnąć satysfakcję. Dla Maare przeniosła się do Polski. Zaryzykowała, ale podświadomie wiedziała, że się opłaci. Kiedy zaczynała,  rynek modowy w Polsce nie był tak bogaty jak teraz. – Dlatego nie bałam się ani przez chwilę. Ja po prostu wykorzystałam lukę modową na jakość w dobrej cenie. Teraz konkurencja jest ogromna. Codzienne powstają nowe marki. To jest niesamowite. To znaczy, że w Polsce i w Polkach dużo się zmienia. A dla nas, jest to tak zwany kop do działania. Nie spoczywamy na laurach – deklaruje. Maare cieszy się ogromnym zaufaniem klientek. Są nawet takie, które nazwać można miłośniczkami marki, nie poprzestają na jednym czy dwóch projektach. Wiedzą, że oferowana im jest bardzo dobra jakość, a sukienki czy spódnice są po prostu piękne. – Największą radością jest, gdy klientka wraca, a takich mamy coraz więcej. Wszystko powstaje w naszej pracowni, nawet guzik czy zamek jest przez nas wybierany, dlatego kobiety nam ufają. Mamy projekty inne i różne od reszty marek, nie stawiamy na modę basic. Szyjemy wyróżniające się ubrania, tak, żeby klientki nie ginęły w tłumie i jak widać sprawdza się to. Jesteśmy wciąż głodni sukcesu, stąd też nie skupiamy sie tylko na Polsce. Są takie dni, kiedy realizujemy więcej zamówień z zagranicy niż z kraju. Nie przygotowujemy też kolekcji dwa razy w roku, ale non stop szyjemy nowości. To ogromnie ciężka praca, dostarczać co tydzień czegoś nowego, ale klientki właśnie za to nas uwielbiają – wyznaje.

Dla wszystkich miłośniczek mody

Maare powstało dla każdej kobiety cieszącej się strojem. Dla tych chcących sie wyróżniać. – Na przykład sukienka Maya, absolutny hit na całym świecie, kolorowa jak tęcza, ulubienica klientek. Nasze kreacje kierujemy do kobiet, które po prostu chcą pięknie wyglądać nie wydając przy tym fortuny. Każda znajdzie coś dla siebie, od boho do rock chic – wymienia. I co więcej, każdego stać na Maare. Pierwszym założeniem marki była dostępność dla wszystkich. Jak się okazuję, dziś Maare noszą nawet gwiazdy. – Czuję ogromną satysfakcję, tym bardziej, że one same nas znalazły. Często, aż siadam z wrażenia, gdy okazuje sie, że znana osoba ma na sobie to, czego ja jestem autorką. Największym zaskoczeniem i do dzisiaj powodem do dumy była aktorka Amy Jackson w Maare na festiwalu w  Cannes oraz wzmianka o nas w Daily Mail, gdy znana osobowość telewizyjna ubrała nasz komplet – cieszy się. – Takich momentów jest dużo więcej i to jest naprawdę niesamowite uczucie. Trzy lata temu robiłam zdjęcia sukienek w swoim  przedpokoju, a teraz piszą o nas najpopularniejsze magazyny na świecie. Niech mnie ktoś uszczypnie – prosi z uśmiechem.

Mój styl to Maare

Sama jest taka jak jej marka, jak ubrania, które proponuje innym. Wszystko co powstaje, szyte jest z przekonaniem, że sama chciałaby to założyć. I chociaż ostatnio w jej szafie więcej  jest rzeczy sportowych, bo życie dzieli miedzy Warszawą, gdzie powstaje pierwszy showroom Maare, a Białymstokiem, gdzie znajduje się główna siedziba firmy, to najbardziej kocha sukienki. Ona je wprost uwielbia. Słabość ma również do butów i torebek. Tutaj inwestuje i kupuje te z wyższej półki. Na co dzień jednak nie musi mieć T-shirtu za kilka tysięcy złotych. Jak sama mówi, woli zaszaleć w dziale z dodatkami. Generalnie Polki uważa, za coraz bardziej odważne w kwestiach mody i coraz bardziej stylowe. –  To przez nie uwielbiam przeglądać Instagram. Ich stylizacje są często moją inspiracją. Jestem dumna, że moje przyjaciółki, bliższe i dalsze znajome, oraz kobiety, których nie znam są nie tylko piękne, ale potrafią też bawić się modą i używać jej jako środka wyrazu. Polki przeobrażają się w coraz bardziej śmiałe kobiety, chętnie noszą więcej kolorów i inwestują w ponadczasowe dodatki. My mamy na prawdę świetne wyczucie stylu, a ja dzięki temu mam dla kogo pracować – kończy szczęśliwa.

Tekst Ola Grądzka
Zdjęcia własność Maare, prezentują nowości dostępne online maare.eu

1