Mint Label. Na zdjęciu zazałożycielka marki- Magdalena Sącińska w sukience swojego projektu.

Magdalena Sącińska: Moje Mint to cała ja

Minimalnie i z klasą

Mint Label to polska marka odzieżowa, która skradła serce nie jednej kobiecie. To krój, styl i szyk, który uzależnia. To sukienki, żakiety i spódnice, którymi garderoby wypełniają nie tylko Polki, ale też Europejki. To kobieca moda, za którą wodzą wzrokiem mężczyźni. Mint Label to propozycja wyjątkowego stroju stworzona przez dojrzałą, piękną kobietę, znającą wartość życia. Kobietę, która w życiu codziennym łączy kilka ról, ale przede wszystkim, co sama podkreśla, jest mamą cudownej Julki. Magdalena Sącińska na pytanie jaka jest lekko speszona odpowiada, że niezręcznie jest jej mówić o sobie, ale spróbuje. – Cecha której w sobie nie lubię, ale z drugiej strony mocno cenię, bo to właśnie ona doprowadziła mnie do miejsca w którym jestem, to pracowitość. Uważam, że wszystko jest w zasięgu naszych rąk, a umiejętnie wykorzystane determinacja i silny charakter mogą pomóc w zdobywaniu celów – wyjaśnia. Jednym tchem dodaje też, że nie lubi ograniczeń, wciąż szuka nowych rozwiązań, udoskonaleń i to napędza ją do działania. Nigdy nie stoi w miejscu. I choć pozornie zdawać by się mogło, że kobieta kreująca tak subtelną modę relaksuje się w spokojny i oczywisty sposób jest wręcz przeciwnie. – Kocham wyścigi samochodowe. Pasję tę zaszczepił we mnie mój mąż. Na torze się resetuję, łapię oddech, odpoczywam – zwierza się. A poza tym pasjonuje się swoją własną pracą nad marką, którą stworzyłam. Lubię to co robię, w ten sposób się realizuję, a moje Mint jest ważną częścią mojego życia – przyznaje. Ubrania, które tworzy dedykowane są wszystkim kobietom. Przecież każda z nas pragnie czasem wyglądać wyjątkowo pięknie. Ona to wie i wierzy też, że strój potrafi nas zmienić. – Być może na chwilę, ale spróbujmy potraktować go jako narzędzie, za pomocą którego możemy być tym, kim chcemy – radzi.

To nie przypadek

Mint Label to marka, o której powstaniu nie zarządził żaden traf. To marka, która od zawsze miała powstać i która od zawsze istniała w jej głowie. – Od najmłodszych lat przysparzałam moją mamę o zawrót głowy niekonwencjonalnym wyglądem. Nigdy jednak nie próbowała mnie zmieniać czy przebierać. Dała mi wolną rękę i widać do czego to doprowadziło – śmieje się. Najpierw szyła ubrania dla siebie i Basetta, ale było to zanim zrozumiała, że pies najlepiej wygląda w swoim naturalnym okryciu. Później przyszedł czas na pokazanie innym swoich własnych projektów. Wtedy wykorzystała Instagram i jak sama to określa zaryzykowała pokazując publicznie swoje dzieła. Nazwa z kolei była efektem jednego z wieczornych spotkań z przyjaciółką. – Burza mózgów, wygłupy, śmiech i nagle… mamy to! – wspomina. Do powstania sklepu zmusiły ją klientki. Zmusiły, bo długo się przed tym broniła, ale tonąc w mailach i zapytaniach, nie odchodziła od komputera. Czas przeznaczony na tworzenie nowych projektów pochłaniało odpowiadanie na wiadomości i przyjmowanie zamówień. Wtedy zapadła decyzja, że sklep musi powstać. A czas jest dla niej cenny, gdyż sama kreuje wszystkie stroje i nadzoruje proces ich powstawania. – Tworzę w moim azylu- małej, ascetycznej, jasnej pracowni. Jestem autorką każdego projektu, następnie pracuję przy odszyciu sampla i przy poprawkach. Po ostatecznym zaakceptowaniu modelu wszystko przekazuję w ręce wykwalifikowanych krawcowych – opowiada. Szycie ubrań odbywa się w Polsce, a podstawą są najwyższej jakości tkaniny. Jak twierdzi to właśnie materiał najwyższego gatunku pozostawia pole do popisu, a ograniczeniem może być jedynie brak fantazji.

Na zdjęciu założycielka marki Mint Label- Magdalena Sącińska w czarnej koszuli i białej spódnicy własnego projektu. W ręku trzyma filiżankę kawy, obok na stoliku leżą albumy modowe.
Artystka absolwentką Politechniki

Ambicją jej rodziców było aby ukończyła wyższą uczelnię i zdobyła porządne wykształcenie. W tej kwestii byli niezłomni, a ich pragmatyzm wziął górę nad jej optymistycznym, jak na tamte czasy, podejściem do życia. I tak jak dla większości rodziców przyszłość ich dzieci ma kluczowe znaczenie, tak też i ona wciąż słyszała, że musi mieć konkretny zawód. – Mama i tata byli nieustępliwi jeśli chodziło o priorytety, a jednym z nich niewątpliwie był wybór odpowiedniej uczelni. Spełniając ich oczekiwania, ukończyłam Politechnikę – opowiada. Nieśmiało dodaje, że dziś, pomimo uporu rodziców i braku artystycznego wykształcenia, jest kreatorką marki Mint Label. – Nieśmiało, ponieważ niezbędnej wiedzy do tego, czym się dziś zajmuję nie zdobyłam na auli – tłumaczy. Ale nazwać ją można kreatorką nie tylko kolekcji ubrań, ale też stylu. Ta spójna całość to wynik łączenia doświadczeń, wrażeń i przeżyć. – Od zawsze inspirowała mnie sztuka. Ja wręcz kocham książki! Mam niezliczoną ilość albumów z modą, fotografią, architekturą. Są wszędzie, zawsze pod ręką. Moi przyjaciele mają ułatwione zadanie – co roku ten sam prezent, czasem tylko zmienia się wydawca – śmieje się. Fascynuje ją również ulica. Dużo podróżuje, obserwuje, dotyka. Bez krzty zazdrości obserwuje inne kobiety. Te z silnym charakterem wzbudzają w niej podziw i wcale nie szuka ich na pierwszych stronach gazet. W zasadzie są one nikomu nieznane. – Chciałabym docenić moje klientki, z którymi wciąż się poznaję. Są to kobiety silne, świadome, które wiedzą dokąd zmierzają i robią to z nienaganną klasą. Dziękuję im za to! – wyznaje wzruszona. A przecież to dzięki jej ponadczasowym krojom, doskonałemu doborowi materiałów i precyzji w szyciu kobiety mogą czuć się wyjątkowe.

Nienaganność, upór i klasa

Jej dzieciństwo wbrew pozorom nie różniło się niczym szczególnym od dzieciństwa rówieśników i pozostałych znajomych. Blok, telewizor, mały Fiat, a zza uchylonych drzwi głos mamy „Jak ci idzie z tabliczką mnożenia? Zaimki? Przyimki? Odmiany?”. Nie zapowiadało się na nic wielkiego. – Miałam jednak wujka, który, aby opłacić korepetycje, pozwalające zdobyć upragnione wykształcenie, sprzedał srebrną zastawę mojej babci. Kiedy my podziwialiśmy kolorowe puszki na szafie u kolegi, on rozmawiał z Janem Pawłem II i zwiedzał cały świat- od Afryki, aż po Kaukaz – wspomina. Na nikim nie robiło to takiego wrażenia jak na niej. Podziwiała jego upór, klasę i nienaganny wygląd. – Goląc się zawsze miał na sobie białą koszulę, jakby za chwilę miało odbyć się bardzo ważne spotkanie. Jestem do niego podobna. To właśnie jego osoba przyczyniła się do tego, że zawsze chciałam robić rzeczy wyjątkowe i że mi się udało – szczerze wyznaje kończąc naszą rozmowę.

 

Tekst Ola Grądzka

1