Maciej Zień: Odzyskałem wolność przed samym sobą

 

Już nagrywam.

Świetnie.

Mocno jest Pan zajęty?

Obecnie pracuję nad nową kolekcją. Poza tym cały czas tworzę indywidualne projekty dla klientek.

Zdjęcie, które udostępnił Pan na Instagramie autorstwa doktora Dain L. Tasker’a to inspiracja?

Tak. Impulsem twórczym są dziś dla mnie lekkość, ulotność, zwiewność i ruch.

Lubi Pan media społecznościowe?

Czasem chcę się podzielić z innymi czymś ciekawym. Nie jestem zbyt aktywny w sieci, ale profil prywatny służy mi właśnie do przekazania czegoś interesującego znajomym. A jeśli chodzi o konto firmowe, to wiadomo- tam publikowane są sprawy czysto zawodowe.

Lubi Pan popularność?

Nie uważam, że jestem sławny. Sławne są moje muzy- aktorki, piosenkarki, dla których bycie gwiazdą wynika bezpośrednio z zawodów, które wykonują. Efektem mojego sukcesu jest obecność w mediach, natomiast nie jestem osobą, która o tę popularność zabiega. Ja to nazywam rozpoznawalnością.

Ludzie poznają Pana na ulicy?

Zdarza się. To miłe.

Czyta Pan co o Panu piszą w Internecie?

Nie. To znaczy artykuły czytam, ale komentarzy już nie.

Media czasem krzywdzą?

Mogą sprawić, że traci się dobry humor. Ale najlepszym sposobem, aby zachować wewnętrzny spokój są konsekwencja w realizowaniu własnych planów i nie wdawanie się w bezsensowne dyskusje. Nie wolno poddawać się temu, w co inni chcą nas wplątać.

Jest Pan silny?

To znaczy?

Czy jest Pan odporny?

Tak. Nabrałem dystansu do życia i wiem, że prawda zawsze ujrzy światło dzienne i się obroni. Trzeba tylko w to mocno wierzyć i nie dać się zwariować. Od dwudziestu lat pracuję zawodowo i uodporniłem się na różnego rodzaju prowokacje medialne czy komentarze. Jestem w stanie wyłączyć się z tego świata i nie przejmować się tym, co niepochlebne. Pewnie wie Pani, że im więcej mamy przyjaciół, tym więcej mamy też wrogów. Jest to w pewnym stopniu naturalne, ale najpierw trzeba nauczyć się z tym żyć.

Bardzo mądrze Pan mówi.

Taki dystans zdobywa się wraz z upływem czasu. Do tego trzeba dojrzeć. Ostatnio, jedna z osób w moim otoczeniu mocno przejęła się złymi komentarzami i opiniami. Ja byłem wtedy tym, który mówił: „Słuchaj stary, w ogóle się tym nie przejmuj. Do momentu kiedy pokazujesz swoją ciężką pracę, nie ma szans, żeby ktoś to zniszczył.” Praca się obroni, a od reszty należy się odciąć.

Los jest niesprawiedliwy?

Oj nie, chociaż funduje nam wzloty i upadki. Myślę jednak, że na tym właśnie polega urok życia. Kiedy upadamy, dostajemy szansę, aby docenić to, co pięknego już nam się przytrafiło. Upadek jest ważny. Sprawia, że stajemy się uważniejsi i czujniejsi. Upadek uczy o wiele więcej niż wzlot. Poza tym, ja mocno wierzę w siłę umysłu. Aby dotrzeć do celu potrzebna jest koncentracja. Istnieją oczywiście sytuacje, na które nie mamy wpływu. Nie wiemy, na przykład, jak zostaniemy odebrani, co o nas napiszą lub co o nas będą sądzili. Na tym polega życie. O swój wizerunek należy dbać na tyle, na ile jest to możliwe. I trzeba pamiętać, że ludzie tak jak są obiektywni, tak też potrafią być złośliwi.

Zdradę Pan wybacza?

Wybaczam.

I ufa Pan ludziom?

Tak, nawet za bardzo.

Czas nieobecności to życiowa porażka?

Oj nie. Czas ten był dla mnie zbawienny i cieszę się, że nastał on w połowie mojej drogi zawodowej. Na pewno pozwolił mi złapać większy dystans do pracy i do tego, co dzieje się wokół. Wcześniej wydawało mi się, że takiej przerwy nie mogę sobie zrobić, przez co cały czas żyłem w stresie. Codzienność była wieczną gonitwą, a ja myślałem, że tak już będzie zawsze. Teraz jestem w stanie odpoczywać, wyjeżdżać, a wcześniej było to nie do pomyślenia. Przecież jak można chociażby na miesiąc zniknąć z pracy?

Jak się okazuje można i to bezkarnie.

Odpoczynek dla artysty jest czymś niezbędnym. Nie można traktować swojej głowy i wrażliwości jak fabryki i co poniedziałek przychodzić do pracy jak do wytwórni. Ja żyję z tego co wymyślę, co stworzę. Za to odpowiedzialny jest umysł. Dla mnie i dla moich klientów najważniejsze jest to, co pokażę, a nie jak często pokażę. Liczy się tego jakość i wartość. Liczy się, czy to jest dobre. Myśli Pani, że miałbym być skarany za to, że potrzebuję odpocząć?

Raczej chodziło mi o kwestie zaufania i odpowiedzialności.

Nie można nas, osób tworzących, traktować jak własność społeczną. Nas nie powinno się oceniać w kategoriach przyszedł do pracy czy nie przyszedł do pracy. Liczą się efekty. Poza tym, jestem panem swojego losu i panem swojego czasu. To moja wolność.

Wstydził się Pan wrócić?

Nie. Ja po prostu czekałem na moment, w którym poczuję, że jestem gotów, że nabrałem już wystarczająco dużo sił. Kiedy odpocząłem i ogarnął mnie spokój, powrót był naturalny.

A zakładał Pan opcję nie powrotu?

Na początku, kiedy byłem wyczerpany, taka myśl przeszła mi przez głowę. Ale po kilku miesiącach prysła.

Ciężko było?

Najpierw tak.

A jednak udało się pokonać to, co złe.

Przerobiłem wtedy wiele tematów, które zawsze odkładałem na bok- nigdy nie miałem na nie czasu, a one wymagały mojej uwagi. Dzięki temu dziś przeżywam jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Czuję się spełniony. Czuję się pewien tego, co robię. Czuję, że jestem wolny. Odzyskałem wolność przed samym sobą.

Ile w Panu wciąż siebie?

Teraz sto procent.

Zaskoczył mnie Pan.

Miałem przecież przerwę, która służyła odnalezieniu samego siebie. Wcześniej ciągle goniłem, a teraz kiedy czuję, że potrzebuję się zresetować- po prostu to robię, nie pytając nikogo o pozwolenie. Dziś jestem świadomy. Nie tłumaczę się przed nikim. Umiem znaleźć czas dla siebie, tak bardzo potrzebny do zachowania higieny umysłu.

Ten zawód dużo Pana kosztuje?

Projektowanie mody to moja pasja. Pewnie niejedna osoba marzy o pracy, która jest jednocześnie tym, co uwielbia robić. Nie ukrywam, że zawód mocno mnie pochłonął, stąd też tak ważna jest regeneracja, ale projektowanie to mój numer jeden w życiu.

Jest Pan pracoholikiem?

Ja tak o sobie nie myślę. Kocham to co robię i uważam, że praca artysty to praca dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nawet jeśli nie siedzę nad kartką papieru, nawet kiedy nie rysuję, czy też nie upinam sukienek, to pomysły rodzą się w głowie non stop. Ja nie przychodzę do pracy na osiem godzin, a później nie żyję innym życiem. Przecież nieraz budzę się z jakimiś pomysłami, które dają początek czemuś nowemu.

A w nocy Pan pracuje?

Oj, bardzo często. Noc to cisza, spokój, nikt nikogo o nic nie pyta, nic się nie dzieje… Ja nawet nie włączam wtedy muzyki. Lubię tę ciszę.

Jak jest po pokazie?

To, co po pokazie można podzielić na kilka etapów. Zazwyczaj bezpośrednio po zapraszam grono przyjaciół do domu i dzielimy się spostrzeżeniami, wymieniamy opinie, pijemy szampana, świętujemy ten wieczór. Później bardzo chętnie zostaje sam. To mnie uspokaja. Jest mi wtedy naprawdę dobrze. Nie nudzę się, gdy jestem sam ze sobą. Pamiętam, jak kilka lat temu pojechałem w podróż na południe Włoch i na początku dopadła mnie histeria. Właśnie dlatego, że byłem sam. Ale po trzech dniach zacząłem dostrzegać zalety tej samotności. Wtedy zaczyna się rozmowa z samym sobą. Można siebie posłuchać…

Ale wracając do tego, co po pokazie. Jeszcze później następuje „depresja”. Nagle z gigantycznego tempa schodzę o kilka poziomów niżej i wracam do normalnego, spokojnego życia. Odczuwam wtedy ból. Takie dziwne uczucie, że za mało się dzieję, że jest za dużo wolnego czasu. Następuje pustka, którą jednak bardzo szybko zapycham nowymi, innymi obowiązkami .

Robi Pan karierę.

Wciąż od siebie wymagam, stawiam kolejne cele i marzę, ale jestem spełnionym artystą.

Dwadzieścia lat temu zakładał Pan, że będzie jednym z najlepszych polskich projektantów?

Tak.

Po raz kolejny mnie Pan zaskoczył.

Z perspektywy czasu sam siebie zadziwiam, tym jak bardzo byłem zdeterminowany. W ogóle nie brałem innych opcji pod uwagę. Chciałem być najlepszy i ciężko pracowałem.

Celebruje Pan życie?

Nauczyłem się. Wcześniej nie potrafiłem tego robić. Dziś dbam o siebie, dbam o zdrowie, chodzę do kina, teatru, opery. Sprawiam sobie przyjemności, zwiedzam świat i czerpię z życia radość.

Robił Pan bilans zysków i strat?

Nie, jeszcze za wcześnie.

Czterdziestka to będzie ten moment?

Mam nadzieję, że później. Na dzień dzisiejszy życiowe porządki mam za sobą.

Uznaje Pan kompromisy?

Zdecydowanie mniej niż kiedyś.

Bardzo konkretnie odpowiada Pan na pytania.

Może po prostu wiem, co chcę powiedzieć. Tak jak w życiu. Dziś wiem, czego chcę.

Pan marzy czy planuje?

Planuję, bo w życiu lubię ład. Ale już się nie zabijam o realizację celów, mam większą zdolność w ustalaniu priorytetów. Wiem, że dużo dobrego już zrobiłem, bardzo fajne rzeczy dziś dzieją się w moim życiu. Jest naprawdę dobrze u mnie.

Słyszę i cieszę się razem z Panem.

Jestem szczęśliwy.

A poza pracą, co się liczy?

No, miłość.

Rozmawiała Ola Grądzka
Zdjęcie instagram.com/maciej_zien/

1 2