Królestwo koni Ferensteinów w Gałkowie

Jedyne takie miejsce

Niegdyś nieodkryta, nieskażona cywilizacją, do szpiku przesyconą naturalnością, dzika leśna kraina okazała się idealnym miejscem na stadninę koni, a tym samym stała się domem wielu pokoleń Ferensteinów. To właśnie w Gałkowie, ponad dwadzieścia lat temu, rodzice Karoliny Ferenstein- Kraśko po długich poszukiwaniach odpowiedniego miejsca, postanowili stworzyć swój własny raj na ziemi. Niewielka wieś na Mazurach, położona na skraju lasów Puszczy Piskiej, gdzie ciszę wypełnia szum drzew, a w wodach płynącej nieopodal Krutyni odbija się bezkres nieba, swoją magią ogarnęła Wandę i Krzysztofa Ferensteinów. Porzucili życie w stolicy i zaczęli realizować to, o czym od zawsze marzyli. Sprzedali wszystko co mieli, zatrzasnęli za sobą drzwi i kupili małe gospodarstwo. Od tamtej pory rzeczywistość zaczęły tworzyć ich pragnienia. Ograniczeni początkowo finansami, nigdy nie przestali wierzyć, że im się uda. Swoją pomysłowością, kreatywnością, ale przede wszystkim determinacją, pracowitością i poświęceniem założyli domostwo. Najpierw niewielkie, na które składał się dom mieszkalny, stadnina oraz prowizoryczne budynki gospodarcze, ale co najważniejsze wszystko przepełnione było miłości i pasją. Wcześniej, przez lata oboje pracowali w państwowej stadninie koni w Liskach. Wanda, choć nie wywodziła się z rodziny z tradycją jeździecką, konie ukochała nad życie. Studiowała zootechnikę, następnie długi czas wykładała w utworzonej przez siebie Katedrze Hodowli Koni w SGGW, wraz z profesorem Jerzym Chachułą napisała książkę „Polskie konie wierzchowe”. Wydawać by się mogło, że utopijne, senne mrzonki młodego małżeństwa o własnej stadninie, położonej gdzieś z dala od miasta nigdy nie doczekają się ziszczenia. Wbrew pozorom, transformacja ustrojowa w Polsce z przełomu lat 80 i 90 stworzyła ku temu możliwość, a pasja i silna wola zaprowadziły ich do miejsca, o którym zawsze marzyli. Początkowo skromne gospodarstwo, mieszczące dziesięć koni prężnie zaczęło się rozwijać nie tracąc przy tym swojego urokliwego charakteru. Wanda Ferenstein, którą bliscy znali jako miłośniczkę staroci, na pchlich targach potrafiła znaleźć prawdziwe perełki. Domostwo w Gałkowie pełne jest antycznych mebli, drobiazgów sprzed wielu, wielu lat, w których żyje duch przeszłości. W jednej ze starych stajenek mieści się klub z kominkiem zaprojektowany przez babcię Karoliny Ferenstein- Kraśko. To miejsce niekończących się rozmów, wyznawanych sekretów, złożonych sobie tajemnic. To tam płonie serce stajennego ogniska. Stamtąd dochodzi szelest kolejno przewracanych stronic gazet przy porannej kawie, okrzyki zachwytu i niedowierzania podczas opowiadanych sobie wrażeń i przygód odbytej jazdy oraz gwar wieczornych debat przy strzelających w kominku ognikach. Gałkowo i tamtejsza Stadnina Ferensteinów to spójna i nieprzypadkowa historia. To miejsce z duszą, gdzie każdy czuje się jak w domu, a ukochanym zwierzętom niczego nie brakuje. Każdy budynek, pomieszczenie, mebel czy nawet kawałek drewna, wszystko ma swój sens. Ferensteinowie nigdy nie chcieli naśladować innych, obrali własną ścieżkę i podążając tropem marzeń dotarli na Mazury. Pełni zapału stworzyli to miejsce dla siebie, dla innych i dla zwierząt przede wszystkim. A koni nie da się oszukać, czy zwieść. O konie trzeba zabiegać, budować z nimi relację, być dla nich partnerem. Tu niczego nie można przyspieszyć czy pominąć. I właśnie ta odpowiedzialność, zaangażowanie i serce na dłoni Ferensteinów stoi za sukcesem stadniny.

Zaczęło się w 1899 roku

Wtedy na świat przyszedł Ludwik Ferenstein, dziadek Karoliny Ferenstein- Kraśko. Rodzina mówi, że był najodważniejszym jeźdźcem w ich rodzie. To właśnie on jako pierwszy ukochał konie, dbał o nie, szanował je, pracował z nimi, walczył na nich, a one niejednokrotnie uchroniły go przed śmiercią. Jako młodzieniec rozochocony wolą walki brał udział w I wojnie światowej, następnie w wojnie polsko- bolszewickiej, kiedy wraz z I Pułkiem Ułanów Krechowieckich dotarł aż do Kijowa. Jako dorosły mężczyzna, podczas II wojny światowej, walczył w brygadzie generała Stanisława Maczka. Centralną Szkołę Jazdy w Grudziądzu ukończył w 1923 roku, ale  konie ukochał wiele lat wcześniej. Był nie tylko zasłużonym kawalerzystą, ale przede wszystkim człowiekiem z pasją. W czasach kiedy konie żyły przy ludziach na co dzień, on potrafił z nimi współistnieć. Najpierw zdobywał ich serca, po czym one dawały mu swoje zaufanie. Następnie docierał do nich głębiej, aby móc porozumiewać się z nimi bez słów. Wspólnie wypracowywali własny kod partnerstwa. A serce i umysł konia nigdy nie kłamią. Oddają się tylko tym, którzy są tego warci. Ludwik Ferenstein na całe życie związał się z końmi. Pasja była tak silna, że zaszczepił nią syna Krzysztofa, ten z kolei córkę Karolinę. Dziadek Ferenstein dał początek rodzinnej historii jeździeckiej, wykształcając tym samym jakże wartościową tradycję. Jego syn, założyciel stadniny w Gałkowie, utytułowany jeździec, wielokrotny mistrz Polski i Europy, dziś jest jednym z najlepszych trenerów w kraju.

Śledząc historię rodu Ferensteinów nie sposób oprzeć się myśli, że los ten był im pisany. Ale nie jest to kwestia przypadku. Stoją za tym ich charakter, usposobienie, stosunek do świata, do ludzi i do zwierząt. Ktoś mógłby powiedzieć, że to historia jak z idealnie ułożonego scenariusza do filmu, ale to nie fikcja, a rzeczywistość. Co więcej Ferensteinowie nie dostali nic za darmo. O dobre imię, sławę, uznanie dbali przez kilka pokoleń. Wartości, które aktualne były dla podpułkownika Ludwika Ferensteina, są ich drogowskazem również dzisiaj. Bo nie ma nic bardziej cennego aniżeli szacunek, zaufanie i partnerstwo. Tak jak w domu, tak też w stadninie liczy się uczciwość. Obcując z końmi przez długie lata, nauczyli się cierpliwości i wytrwałości. Z pełną świadomością rozwijali w sobie umiejętności jeździeckie, pracując przy tym na rozwój Gałkowa. Dziś, to wnuczka Ludwika, córka Krzysztofa, Karolina Ferenstein- Kraśko dba o stadninę, o to by koniom zapewnić jak najlepsze warunki, a gościom atrakcyjną ofertę jazdy oraz komfort wypoczynku. Swój świat dzieli na pół. Życie w stolicy przeplata wyjazdami do Gałkowa, ale niczego nie zaniedbuje. Kocha konie, las, kąpiele w Krutyni, a czas między przyjemnościami wypełnia obowiązkami. Choć bliższe prawdy jest to, że to między obowiązki utyka przyjemności. Nie może przecież zawieść swojego świętej pamięci dziadka, który pozostawił ich ród z czymś, co  przytrafia się nieczęsto i zdarza się niewielu. Sama czasem wspomina historie i anegdoty przez niego opowiadane. Odszedł zostawiając im wielką mądrość i skarb. Karolina wszystko co dziś robi, robi z myślą o koniach, o swojej rodzinie, o sobie, a pamięcią często wraca do dziadka Ferensteina. Sama jest matką trójki dzieci. Wie, co chce im przekazać i czego nauczyć. Ma nadzieję, że chociaż jedno z nich postanowi podtrzymać rodzinną tradycję. Patrząc na dwu i pół letnią Larę, którą mama nazywa najmłodszym i najsłodszym jeźdźcem świata odnieść można wrażenie, że malutka miłość do koni ma we krwi.

Hubertus i inne wydarzenia

Karolina Ferenstein- Kraśko dba, aby Stadnina była miejscem atrakcyjnym przez cały rok. Z powodzeniem organizuje prestiżowe zawody Gałkowo Masters, czy inne imprezy o charakterze sportowym, charytatywnym czy kulturalnym. Wydarzeniem z siedemnastoletnią tradycją jest Wielki Bieg Świętego Huberta w Gałkowie. W tym roku odbył się on 7 października. Rozpoznawalny jest już jako historyczne święto jeździeckie. Każdego roku, tego jednego dnia Gałkowo przenosi w czasie do świata pełnego elegancji, piękna i legendarnej polskiej odwagi. W malowniczej scenerii Mazur w teren wyjeżdża grupa ponad czterdziestu konnych, których prowadzi Karolina Ferenstein- Kraśko wraz z mężem. Zapierające dech w piersiach zmagania co roku obserwuje licząca ponad trzysta osób publiczność, towarzysząca zastępowi na zaprzęgach piknikowych. Cały przejazd to niemal trzygodzinna wyprawa po przepięknej Puszczy Piskiej zakończona pełnym adrenaliny pościgiem za lisem. Wielki Bieg Św. Huberta z roku na rok staje się coraz większym wydarzeniem. Rozmach z jakim jest przygotowywany czyni go jedną z największych tego typu imprez w Polsce.  Stadnina w Gałkowie jest również organizatorem m.in. Rajdu Twardziela (listopad), Magicznej Gwiazdki (grudzień), Wielkiego Kuligu (kiedy będzie śnieg) czy Maratonu Mazury (czerwiec). Szczegółowe informacje znajdują się na oficjalnej stronie Stadniny http://www.stadnina-galkowo.pl.

Czas pędzi galopem, a oni nie sprzeciwiając się temu, wciąż są tacy sami. Dobrzy, oddani, wierni sobie i koniom. Ferensteinowie.

Tekst Ola Grądzka
Zdjęcia własność Stadniny / http://www.stadnina-galkowo.pl/index.php/wydarzenia

1