Daria Ładocha: W życiu karmię się dziećmi, radością, śmiechem i podróżami

Nie kucharka, a kuchta na własnych zasadach

Kucharka to zawód, a ja z wykształcenia jestem dziennikarką i coachem zdrowia. Tej kuchcie zresztą towarzyszy fajna, rodzinna historia. Kiedyś córka zapytała kim chciałam zostać, jak byłam dzieckiem. Odpowiedziałam, że piosenkarką. Na to Laura: „To czemu zostałaś kuchtą?”. I w ten właśnie sposób kuchta została ze mną. W ogóle odżywianie, które jest fundamentem naszego zdrowia i powinno być świadome, nie wyklucza wspólnych, rodzinnych oraz kreatywnych spotkań w kuchni. Szczególnie, gdy na pokładzie są dzieci. Dzięki zabawie, możemy otwierać je na nowe smaki. Poza tym to świetna opcja budowania więzi. Przecież sama pokochałam gotowanie dzięki mojej babci. W dzieciństwie, długie godziny spędzałyśmy na lepieniu pierogów. Rozmawiałyśmy przy tym o wielu ciekawych sprawach, o naszej rodzinie, o wojnie. Babcia lubiła koloryzować historie, ale dzięki temu zaszczepiła we mnie bakcyl gotowania. Nauczyła również miłości, przyjaźni i empatii. Lubię być dzieckiem w dorosłym świecie. Mam wielki apetyt na życie i przez to wszystko co robię, sprawia mi frajdę. Najbardziej uwielbiam się śmiać.

Ostra jak zupa tajska, łagodna jak dwa jajka na miękko

Bardzo ważną rolę w moim życiu pełni odżywianie. Nie tylko z powodów energetycznych, ale również zdrowotnych. Pewne sprawy udało mi się wyprostować, dzięki diecie właśnie. Poza tym lepiej jest pozyskiwać energię z pożywienia niż na przykład z kawy czy z cukru. Wiem dokładnie, że kiedy mam ciężki dzień powinnam zjeść porządną porcję białek, a gdy źle się czuję jem głównie warzywa. Żyję wedle zasady: jesteś tym, co jesz. Ale to zależy od dnia, od pory roku, od nastroju. Czasem jestem beztroska jak lody śmietankowe, czasem ostra jak tajska zupa tom yum goong, a czasem łagodna jak dwa jajka na miękko. To się zmienia, mam wrażenie, co godzinę. Tysiące jest dań i produktów, które uwielbiam. Jajka w koszulach, tajska zupa galangalowa, włoska pizza, chleb z masłem i pomidorem, mizeria…Mogę wymieniać bez końca. Prościej będzie, jeśli powiem, czego nie lubię – makaronu. Co nie znaczy, że cokolwiek w kuchni odrzucam. Nie ma rzeczy, której bym nie zjadła. Staram się próbować wszystkiego, poza ekstremalnymi sytuacjami, na przykład zjedzenia czegoś, co żyje. Ale przyznać muszę, że lubię eksperymentować. Na tym polega cała moja kuchnia. Na eksperymentach. Jak zrobić danie w 6 minut? Jak zużyć dwa ostatnie liście szpinaku? Jak przekonać dzieci do zjedzenia jarmużu? To nieustające eksperymenty od śniadania po kolację. Co nie oznacza, że odrzucam tradycję. Wręcz przeciwnie, mam do niej ogromny szacunek. Nowoczesność w moim wydaniu zawsze bierze się z naszej polskiej tradycji. Oddaję cześć polskim składnikom i z pokorą podchodzę do tego, co powinniśmy w naszym kraju o danej porze roku w klimacie wilgotnym i zimnym, zjadać. Lubię też uczyć o tym dzieci. Wiedzą, że zimą jemy długo gotowany bigos, a latem koktajle i chłodniki.

Marzyć, planować, działać

życiu karmię się dziećmi, radością, śmiechem i podróżami. Kocham odkrywać nowe miejsca. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, próbować nowych smaków. Pokochałam Tajlandię. Ta miłość wynika oczywiście z tajskich smaków i potraw. Choć dla mnie kuchnia danego regionu to nie tylko składniki. To również ludzie, ich zwyczaje i tradycje, legendy, piękne krajobrazy, a dopiero na końcu składniki, z których gotuje się potrawy. Tajowie nauczyli mnie szanować nie tylko ich własną kuchnię, ale również naszą, rodzimą, polską. Moja ostatnia rodzinna i kulinarna podróż to Wietnam. Cały czas niestety porównywałam Wietnam do Tajlandii, co okazało się nie być dobrym pomysłem. Kuchnie obu tych regionów są zupełnie inne, inny jest również czas przygotowywania posiłków. Nawet ludzie nie są do siebie podobni, ale wynika to z ustroju tam panującego. Pomimo wszystko, zawsze staram się z danego regionu przywieźć masę pięknych wspomnień. Czas z bliskimi, nowe smaki, nowe miejsca, to coś, dlaczego warto podróżować w każde szerokości geograficzne. A na co dzień cenię również dobre kino i seriale na Netflixie. Poza tym zdecydowanie karmię się słońcem. W życiu kocham marzyć i z tych marzeń udało mi się stworzyć Kuchtę. Lubię planować, bo bez tego, z dwójką dzieci, nic by się nie udało. A działać muszę, bo męczy mnie, kiedy siadam bezczynnie. Moim największym życiowym sukcesem są dzieci. Wiem, że to niezbyt oryginalne, ale prawdziwe. A inne triumfy – wciąż przede mną…

Wysłuchała Ola Grądzka
Fotografował Bartek Kulita

1